Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handel żywym towarem. Pokaż wszystkie posty
Praw człowieka nie można się zrzec
02:40
Czyli o tym, że "entuzjastyczna zgoda" to za mało.
Jeżeli uważasz, że wszystko, co kobieta robi i na co wyraża zgodę jest feministyczne, to znaczy, że wg Ciebie patriarchat nie istnieje.
To znaczy, że nie wierzysz w sytuację, w której kobieta może nie mieć innego wyboru, jak powiedzenie TAK.
I mężczyźni o tym wiedzą, dlatego stworzyli takie społeczeństwo, w którym często kobieta musi się kręcić wokół krocza faceta, żeby przeżyć. Dzięki temu maja pewność, że ona zawsze powie TAK.
Kobieta wybiera bycie torturowaną w seksie, bo chłopak ją do tego zmusił wykorzystując jej zniszczoną psychikę przez wujka, który ją regularnie gwałcił? Powiedziała "tak", więc super feministka. Kobieta wybiera bycie prostytutką, bo nigdzie indziej nie przyjmą jej do pracy? Super feministka. Kobieta wychodzi za mąż, bo dzięki pensji męża nie będzie żyć w nędzy? Super feministka. Kobieta ubiera burkę, bo inaczej zostanie zgwałcona? Super feministka. Gdy kobieta mówi, że jest "ocalałą", a nie ofiarą, co automatycznie wyklucza istnienie oprawcy, jest silną kobietą. Super feministka.
Ale praw człowieka nie można się zrzec i nawet jeżeli kobieta mówi "tak", to tortury to ciągle tortury i łamanie praw człowieka, handel ludźmi to ciągle handel ludźmi i łamanie praw człowieka...
Wiecie czemu nie można się ich zrzec? Poniewaz ich twórczynie i twórcy przewidzieli to, że osoba może być doprowadzona do takiej sytuacji, że może nie mieć innego wyboru, jak zrzeknięcie się ich.
Kobieta poświęca kilkadziesiąt godzin w miesiącu na makijaż, ponieważ inaczej wyrzucą ja z pracy? Super feministka. Kobieta poświęca kilkadziesiąt godzin w miesiącu na makijaż, ponieważ od dziecka ją do tego zmuszali? Super feministka. Ona czuje się wyemancypowana. Kobieta codzienie wstaje o 5 rano i 2 godziny poświęca na rytualistyczne przygotowania, ponieważ czuje się bombardowana z każdej strony informacją: CIAŁO KOBIET BEZ POPRAWEK JEST OBRZYDLIWE I PROBLEMATYCZNE. TYLKO MĘŻCZYŹNI MAJĄ PRAWO ŻYĆ W STANIE NIEZMIENIONYM. WSZYSTKO W TWOIM CIELE JEST ŹLE USTAWIONE. TAKIE JEST CIAŁO KOBIETY. Feministycznie. Emancypcja 100%.
Co z tego, że ma obniżone poczucie własnej wartości, tysiąc kompleksów, cierpi na anoreksję, ma zaczątki klinicznej depresji? Kogo to obchodzi, kogo obchodzą długofalowe skutki, skoro liczy się tu i teraz, a "tu i teraz" oznacza jedną emocję, emocję "wyemancypowania"? A może to "wyemancypowana" znaczy tak naprawdę "akceptowalna" i "zdobywająca uznanie"? A w jaki sposób kobieta w patriarchalnym społeczeństwe może zdobyć uznanie? Robiąc to, czego chcą faceci.
Mężczyzn nie obchodzi jak się czujesz. Oni to mają w nosie, nie, oni nawet tego w nosie nie mają, im nawet do głowy nie przyjdzie, że Ty jesteś istotą zdolna do uczuć i myśli. Gdyby było inaczej to by Cię traktowali, jak człowieka, bo żadna kobieta nie myśli o sobie, jak o rzeczy. Najważniejsze jest dla nich, żebyś robiła to, co oni chcą, nie zagrażała ich władzy i była uległa. Z kolei to, że tłumaczysz to sobie, jako feminizm, czy wyemancypowanie... nie ma żadnego znaczenia, a może nawet i faceci się z tego powodu cieszą. Dzięki temu sama wybierasz sobie swoje zniewolenie i SAMA dążysz do tego, ślepo i bez zrozumienia. Boli, prawda?
Tak, jak było od tysięcy lat. To kobiety mają się same przerabiać na modłę facetów. Czy to chodzi o gorsety, czy obrzezanie, burki, makijaż, wiązanie stóp, zawsze w tym uczestniczyły kobiety. To inne kobiety najpierw wtajemniczają młode, a potem te młode mają same uczestniczyć w swoim niewolnictwie. Teraz jest to wszystko malowane, jako "emancypacja" rozumiana, jako "uczucie wyemancypowania", bo to jedyne co kobietom pozostało. Tam jeszcze mężczyźni nie dotarli, tam jeszcze władzy nie mają.
Cały świat kobiecy jest bardzo restrykcyjny, ściśle kontrolowany i jako, że czujemy sie kompletnie bezsilne pozostaje nam robić dobrą minę do złej gry. Nie mamy nic innego... I feministki to popierają.
A teraz plot twist: wyemancypowanie to nie uczucie. Wyemancypowanie to stan prawny i kulturowy, niezależny od Twojego stanu emocjonalnego. Stan, którego nie można się zrzec.
W patriarchacie, gdy kobieta wybiera rodzaj zniewolenia zawsze będzie nazywana kobietą silną, feministką. Wtedy... i tylko wtedy.
I feministki to podchwyciły. Bo to wygodne i komfortowe. I to był największy błąd. Nie można kilkadziesiąt lat robić tego samego i nie dostosowywać swojego działania, a potem dziwić się, że możemy być karane za poronienie więzieniem. To naturalna konsekwencja bierności.
Kretynizm? Jak najbardziej. Czy dzisiejsze polskie feministki to intelektualne dno? Być może. Dzisiejsza lewica to taka konkurencja dla konserwatyzmu, jeśli chodzi o podejście do kobiet. Mężczyźni z dwóch grup rywalizują o to, jaką rolę mają posiadać kobieta w patriarchalnym społeczeństwie: być własnością prywatną, czy publiczną. I feministki podchwyciły to bez zastanowienia, bez krytycznego myślenia. I dołączyły do tego męskiego wyścigu szkodząc kobietom podając się za ich przedstawicielki.
Feministyczna retoryka została przejęta przez mężczyzn. W momencie, gdy feministki nazwały dyskryminację kobiet "wyemancypowaniem" przegrałyśmy. Świat Orwella w wydaniu patriarchalnym.
Myślę jednak, że jest nadzieja. Nadzieja leży w odpowiedzialności. W momencie, gdy chcemy drastycznych zmian społecznych, zmianę musimy zacząć przede wszystkim od siebie.
I ta notka ma być przypomnieniem dla polskich kobiet, a przede wszystkim feministek: nieważne, co kobieta czuje, łamanie praw człowieka i dyskryminacja, to wciąż łamanie praw człowieka i dyskryminacja.
Jeżeli uważasz, że wszystko, co kobieta robi i na co wyraża zgodę jest feministyczne, to znaczy, że wg Ciebie patriarchat nie istnieje.
To znaczy, że nie wierzysz w sytuację, w której kobieta może nie mieć innego wyboru, jak powiedzenie TAK.
I mężczyźni o tym wiedzą, dlatego stworzyli takie społeczeństwo, w którym często kobieta musi się kręcić wokół krocza faceta, żeby przeżyć. Dzięki temu maja pewność, że ona zawsze powie TAK.
Kobieta wybiera bycie torturowaną w seksie, bo chłopak ją do tego zmusił wykorzystując jej zniszczoną psychikę przez wujka, który ją regularnie gwałcił? Powiedziała "tak", więc super feministka. Kobieta wybiera bycie prostytutką, bo nigdzie indziej nie przyjmą jej do pracy? Super feministka. Kobieta wychodzi za mąż, bo dzięki pensji męża nie będzie żyć w nędzy? Super feministka. Kobieta ubiera burkę, bo inaczej zostanie zgwałcona? Super feministka. Gdy kobieta mówi, że jest "ocalałą", a nie ofiarą, co automatycznie wyklucza istnienie oprawcy, jest silną kobietą. Super feministka.
Ale praw człowieka nie można się zrzec i nawet jeżeli kobieta mówi "tak", to tortury to ciągle tortury i łamanie praw człowieka, handel ludźmi to ciągle handel ludźmi i łamanie praw człowieka...
Wiecie czemu nie można się ich zrzec? Poniewaz ich twórczynie i twórcy przewidzieli to, że osoba może być doprowadzona do takiej sytuacji, że może nie mieć innego wyboru, jak zrzeknięcie się ich.
Kobieta poświęca kilkadziesiąt godzin w miesiącu na makijaż, ponieważ inaczej wyrzucą ja z pracy? Super feministka. Kobieta poświęca kilkadziesiąt godzin w miesiącu na makijaż, ponieważ od dziecka ją do tego zmuszali? Super feministka. Ona czuje się wyemancypowana. Kobieta codzienie wstaje o 5 rano i 2 godziny poświęca na rytualistyczne przygotowania, ponieważ czuje się bombardowana z każdej strony informacją: CIAŁO KOBIET BEZ POPRAWEK JEST OBRZYDLIWE I PROBLEMATYCZNE. TYLKO MĘŻCZYŹNI MAJĄ PRAWO ŻYĆ W STANIE NIEZMIENIONYM. WSZYSTKO W TWOIM CIELE JEST ŹLE USTAWIONE. TAKIE JEST CIAŁO KOBIETY. Feministycznie. Emancypcja 100%.
Co z tego, że ma obniżone poczucie własnej wartości, tysiąc kompleksów, cierpi na anoreksję, ma zaczątki klinicznej depresji? Kogo to obchodzi, kogo obchodzą długofalowe skutki, skoro liczy się tu i teraz, a "tu i teraz" oznacza jedną emocję, emocję "wyemancypowania"? A może to "wyemancypowana" znaczy tak naprawdę "akceptowalna" i "zdobywająca uznanie"? A w jaki sposób kobieta w patriarchalnym społeczeństwe może zdobyć uznanie? Robiąc to, czego chcą faceci.
Mężczyzn nie obchodzi jak się czujesz. Oni to mają w nosie, nie, oni nawet tego w nosie nie mają, im nawet do głowy nie przyjdzie, że Ty jesteś istotą zdolna do uczuć i myśli. Gdyby było inaczej to by Cię traktowali, jak człowieka, bo żadna kobieta nie myśli o sobie, jak o rzeczy. Najważniejsze jest dla nich, żebyś robiła to, co oni chcą, nie zagrażała ich władzy i była uległa. Z kolei to, że tłumaczysz to sobie, jako feminizm, czy wyemancypowanie... nie ma żadnego znaczenia, a może nawet i faceci się z tego powodu cieszą. Dzięki temu sama wybierasz sobie swoje zniewolenie i SAMA dążysz do tego, ślepo i bez zrozumienia. Boli, prawda?
Tak, jak było od tysięcy lat. To kobiety mają się same przerabiać na modłę facetów. Czy to chodzi o gorsety, czy obrzezanie, burki, makijaż, wiązanie stóp, zawsze w tym uczestniczyły kobiety. To inne kobiety najpierw wtajemniczają młode, a potem te młode mają same uczestniczyć w swoim niewolnictwie. Teraz jest to wszystko malowane, jako "emancypacja" rozumiana, jako "uczucie wyemancypowania", bo to jedyne co kobietom pozostało. Tam jeszcze mężczyźni nie dotarli, tam jeszcze władzy nie mają.
Cały świat kobiecy jest bardzo restrykcyjny, ściśle kontrolowany i jako, że czujemy sie kompletnie bezsilne pozostaje nam robić dobrą minę do złej gry. Nie mamy nic innego... I feministki to popierają.
A teraz plot twist: wyemancypowanie to nie uczucie. Wyemancypowanie to stan prawny i kulturowy, niezależny od Twojego stanu emocjonalnego. Stan, którego nie można się zrzec.
W patriarchacie, gdy kobieta wybiera rodzaj zniewolenia zawsze będzie nazywana kobietą silną, feministką. Wtedy... i tylko wtedy.
I feministki to podchwyciły. Bo to wygodne i komfortowe. I to był największy błąd. Nie można kilkadziesiąt lat robić tego samego i nie dostosowywać swojego działania, a potem dziwić się, że możemy być karane za poronienie więzieniem. To naturalna konsekwencja bierności.
Kretynizm? Jak najbardziej. Czy dzisiejsze polskie feministki to intelektualne dno? Być może. Dzisiejsza lewica to taka konkurencja dla konserwatyzmu, jeśli chodzi o podejście do kobiet. Mężczyźni z dwóch grup rywalizują o to, jaką rolę mają posiadać kobieta w patriarchalnym społeczeństwie: być własnością prywatną, czy publiczną. I feministki podchwyciły to bez zastanowienia, bez krytycznego myślenia. I dołączyły do tego męskiego wyścigu szkodząc kobietom podając się za ich przedstawicielki.
Feministyczna retoryka została przejęta przez mężczyzn. W momencie, gdy feministki nazwały dyskryminację kobiet "wyemancypowaniem" przegrałyśmy. Świat Orwella w wydaniu patriarchalnym.
Myślę jednak, że jest nadzieja. Nadzieja leży w odpowiedzialności. W momencie, gdy chcemy drastycznych zmian społecznych, zmianę musimy zacząć przede wszystkim od siebie.
I ta notka ma być przypomnieniem dla polskich kobiet, a przede wszystkim feministek: nieważne, co kobieta czuje, łamanie praw człowieka i dyskryminacja, to wciąż łamanie praw człowieka i dyskryminacja.
A mógł zabić...
11:53
Przeczytałam dzisiaj książkę pod tytułem "Długi powrót do domu" Judith Tebbutt. Judith w 2011 roku została porwana dla okupu przez somalijskich piratów. Historia o tyle mnie zaciekawiła, że jeszcze po zakończeniu lektury zaczęłam poszukiwać informacji na temat Somalii i w ten sposób trafiłam na bloga polskiej muzułmanki (muzułmanek?). Szczególną moją uwagę przykuł wpis z 14 lutego 2010 roku pod tytułem "damski bokser". Była to lektura niezwykle pouczająca i pragnę się teraz krótko podzielić się z moimi Czytelnikami niektórymi jej fragmentami.
W ów notce zmartwiona Urszula, czytelniczka bloga, pyta się o bicie żony kijem przez muzułmanina i czy są one (te kije) jakoś zróżnicowane pod tym względem? Czy są odpowiednie kije do bicia żony przez męża, dozwolone w islamie? Pytanie o tyle istotne, że Urszula rozważa przejście na Islam.
Odpowiedź właścicielki bloga nie zaskakuje. Podaje ona cytaty z Koranu, czy innej bajki, które zapewniają zmartwioną Urszulę, że kobieta jest w Islamie szanowana i tak dalej. Napomyka również, że owszem kobietę bić można, ale tylko w ostateczności, symbolicznie. Używa przy tym pseudo-naukowego języka, cytując odpowiednie fragmenty Koranu oraz powołując się na "autorytety" ("interpretatorzy muzułmańscy").
Bić kobietę w Islamie można, jeśli jest nieposłuszna. Takie załatwianie konfliktów świadczy o dbałości o harmonię w rodzinie. Pamiętajcie o ważnej rzeczy mężczyźni: musicie to tak robić, żeby nie zostawić śladów. Jak nauczycie się bić w odpowiedni sposób, to żadna żona nie będzie miała dowodów waszych zbrodni.
Dostajemy potem porcję cytatów nie do końca związanych z tematem, ale mających zapewnić zmartwioną Urszulę o tym, że Mahomet i jakaś tam jego żona potępiały męską przemoc wobec kobiet.
Niestety. Ostatecznie nie dowiadujemy się, jakie kije można stosować, jaką powinny mieć długość, grubość, wagę... Biedni muzułmańscy mężczyźni. Jak oni teraz będą bić swoje żony nie wiedząc jak? Jak żony mają wiedzieć, czy są bite dobrze, zgodnie z wolą Mahometa? Widzicie, kobiety? Życie mężczyzny w Islamie jest równie ciężkie, co kobiet. Oni musza wybrać rodzaj kija, by uniknąć dowodów znęcania się, a Wy nie. Oszczędzona jest Wam ta presja męskiej (nie) doli.
Kolejna porcję informacji (niestety nic o kijach - rozczarowanie lvl hard) dostajemy w komentarzach. Ukazuje się w niej smutny obraz religii właściwie skrajnie patriarchalnej. Dowiadujemy się, że "o sprawach prywatnych i rodzinnych nie należy z nikim rozmawiać", co na pewno jest bardzo wygodne dla wszelkich tyranów domowych, ponieważ mogą się oni czuć właściwie bezkarni.
Wybaczcie lekko szyderczy ton, ale zawsze szczególnie uderza mnie takie zaślepienie i wyznawanie religii i głoszenie poglądów, które w praktyce będą zwiększały męską przemoc wobec kobiet. I szczerze rozbraja mnie twierdzenie, że "wybiera się" noszenie burki. Nie, jeżeli nosisz burkę, makijaż, długie włosy, sukienki, obcasy po to, by uniknąć ostracyzmu społecznego, to nie jest to "wybór", a zachowanie wyuczone i wymuszone.
P.S. Tak, wiem, że katolicyzm nie jest lepszy.
W ów notce zmartwiona Urszula, czytelniczka bloga, pyta się o bicie żony kijem przez muzułmanina i czy są one (te kije) jakoś zróżnicowane pod tym względem? Czy są odpowiednie kije do bicia żony przez męża, dozwolone w islamie? Pytanie o tyle istotne, że Urszula rozważa przejście na Islam.
Odpowiedź właścicielki bloga nie zaskakuje. Podaje ona cytaty z Koranu, czy innej bajki, które zapewniają zmartwioną Urszulę, że kobieta jest w Islamie szanowana i tak dalej. Napomyka również, że owszem kobietę bić można, ale tylko w ostateczności, symbolicznie. Używa przy tym pseudo-naukowego języka, cytując odpowiednie fragmenty Koranu oraz powołując się na "autorytety" ("interpretatorzy muzułmańscy").
Bić kobietę w Islamie można, jeśli jest nieposłuszna. Takie załatwianie konfliktów świadczy o dbałości o harmonię w rodzinie. Pamiętajcie o ważnej rzeczy mężczyźni: musicie to tak robić, żeby nie zostawić śladów. Jak nauczycie się bić w odpowiedni sposób, to żadna żona nie będzie miała dowodów waszych zbrodni.
Dostajemy potem porcję cytatów nie do końca związanych z tematem, ale mających zapewnić zmartwioną Urszulę o tym, że Mahomet i jakaś tam jego żona potępiały męską przemoc wobec kobiet.
Niestety. Ostatecznie nie dowiadujemy się, jakie kije można stosować, jaką powinny mieć długość, grubość, wagę... Biedni muzułmańscy mężczyźni. Jak oni teraz będą bić swoje żony nie wiedząc jak? Jak żony mają wiedzieć, czy są bite dobrze, zgodnie z wolą Mahometa? Widzicie, kobiety? Życie mężczyzny w Islamie jest równie ciężkie, co kobiet. Oni musza wybrać rodzaj kija, by uniknąć dowodów znęcania się, a Wy nie. Oszczędzona jest Wam ta presja męskiej (nie) doli.
Kolejna porcję informacji (niestety nic o kijach - rozczarowanie lvl hard) dostajemy w komentarzach. Ukazuje się w niej smutny obraz religii właściwie skrajnie patriarchalnej. Dowiadujemy się, że "o sprawach prywatnych i rodzinnych nie należy z nikim rozmawiać", co na pewno jest bardzo wygodne dla wszelkich tyranów domowych, ponieważ mogą się oni czuć właściwie bezkarni.
Wybaczcie lekko szyderczy ton, ale zawsze szczególnie uderza mnie takie zaślepienie i wyznawanie religii i głoszenie poglądów, które w praktyce będą zwiększały męską przemoc wobec kobiet. I szczerze rozbraja mnie twierdzenie, że "wybiera się" noszenie burki. Nie, jeżeli nosisz burkę, makijaż, długie włosy, sukienki, obcasy po to, by uniknąć ostracyzmu społecznego, to nie jest to "wybór", a zachowanie wyuczone i wymuszone.
P.S. Tak, wiem, że katolicyzm nie jest lepszy.