Demoniczne Samce
"99% z naprawdę przerażającego gówna tego świata zostało wszczęte, ustanowione, popełnione lub kontynuowane przez mężczyzn." George Carlin

Czemu on to robi?

Lundy Bancroft jest czynnym, amerykańskim terapeutą, specjalizującym się w terapii mężczyzn, sprawców przemocy domowej. W swojej książce Why Does He Do That (Dlaczego on to robi) przedstawia on szczegółowo obraz oprawcy, kim są ci mężczyźni, w jaki sposób znęcają się nad kobietami (rzadziej też nad swoimi partnerami w związkach gejowskich), jak bardzo nasze stereotypowe myślenie o nich jest skrzywione oraz dlaczego robią to, co robią. 

Kto to robi?

W powszechnym myśleniu sprawcami przemocy w domu są agresywni mężczyźni, macho, którzy regularnie biją swoje partnerki. Jest to obraz bardzo mylący i odległy od rzeczywistego. Jedyna rzecz w tym stereotypie oprawcy, która pokrywa się ze stanem faktycznym, to jego płeć. Większość sprawców przemocy w domu to mężczyźni. W swojej wieloletniej praktyce Bancroft spotkał się z przypadkami przemocy ze strony mężczyzn, skierowanej w ich partnerów w związkach gejowskich oraz z przypadkami przemocy ze strony kobiet, skierowanej w stronę swoich partnerek w związkach lesbijskich. Prawdziwa przemoc kobiety wobec mężczyzny jest zjawiskiem bardzo rzadkim. 

Sprawcy rzadko uciekają się do przemocy fizycznej. Większość działa wyrachowanie i doskonale zdaje sobie sprawę, że skutki fizycznej przemocy łatwo mogłyby być zauważone przez postronnych. Niektórzy unikają nawet przemocy werbalnej i nigdy nie unoszą się gniewem. Potrafią bardzo subtelnie manipulować partnerką, a psychiczne skutki obu form przemocy są tak samo negatywne.

Ponieważ stereotypowy obraz oprawcy nie pokrywa się z obrazem rzeczywistym, wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy z tego, że ich partner znęca się nad nimi. Zjawisko to jest niepokojąco powszechne w większości nowoczesnych kultur. Badania pokazują, że co najmniej jedna na sześć kobiet w USA doświadcza jakiejś formy przemocy ze strony mężczyzn (niektóre statystyki mówią nawet o jednej na cztery kobiety). 

Mężczyźni, którzy znęcają się nad kobietami nie cierpią na choroby psychiczne. Nie mają też żadnych specyficznych cech charakteru. Nie odkryto zależności pomiędzy ich zachowaniem, a trudnym dzieciństwem. Mogą też należeć do dowolnej warstwy społecznej. Nie ma więc niczego, na co można by zrzucić winę za to, co robi oprawca.

Jak to robi? 

Ogromna większość oprawców to mężczyźni przebiegli i wyrachowani, którzy zdają sobie sprawę, że fizyczne znęcanie się nad partnerką może zostać łatwo wykryte. Uciekają się więc oni często do bardzo subtelnych form przemocy, do przemocy psychicznej i ekonomicznej. W ten sposób trudniej ich wykryć, a często nawet sama partnerka nie zdaje sobie sprawy, że to, co przeżywa, jest skutkiem działania jej partnera. Bancroft wyróżnia kilka typów oprawców, których streszcza poniższa charakterystyka:
  • Domagający się: wg niego twoim obowiązkiem jest zajmowanie się nim i jego sprawami; jeśli jest nieszczęśliwy, zawsze jest to twoja wina; nie masz prawa niczego wymagać od niego i powinnaś być wdzięczna, jeśli on zrobi cokolwiek dla ciebie; jest ponad wszelką krytyką; uważa się za troskliwego i opiekuńczego, domaga się, byś doceniała, jakie masz szczęście być z nim.
  • Pan "Zawsze Mam Rację": przekonany jest o swojej wyższości intelektualnej; zawsze wie lepiej, co jest dla ciebie dobre; twoje opinie są nic nie warte; jeśli się z nim nie zgadzasz, to dlatego, że jesteś głupsza; wszystko będzie lepiej, jeśli po prostu zaakceptujesz jego opinię; jeśli się z nim nie zgodzisz, jest to w jego mniemaniu oznaka, że go nie szanujesz lub znęcasz się nad nim.
  • Wodny Dręczyciel: nigdy nie jest agresywny, nawet nie podnosi głosu, stosuje bardziej wyrafinowane techniki manipulacji i kontroli; jeżeli jesteś sfrustrowana przez to, co mówi, posądza cię o szaleństwo i brak samokontroli; przekonuje ciebie i innych, że to ty jesteś tą problematyczną osobą w związku; jest przekonany, że dopóki jest spokojny, to cokolwiek by nie robił, nie znęca się nad tobą; wie doskonale, jak wyprowadzić cię z równowagi.
  • Wojskowy: jest przekonany, że musi kontrolować każdy aspekt twojego życia; wie dokładnie, jak wszystko powinno być zrobione; nie życzy sobie, by był ktokolwiek lub cokolwiek innego w twoim życiu poza nim; jak twierdzi, kocha cię najbardziej na świecie, ale jednocześnie brzydzi się tobą.
  • Pan Delikatny: uważa się za wrażliwego mężczyznę, przeciwieństwo macho; stosuje język psychologii popularnej, by manipulować partnerką i otoczeniem; kontroluje cię analizując twoje emocje i dzieciństwo; uważa swoje uczucia za najważniejsze na świecie; kobiety powinny cieszyć się, że on nie jest taki, jak inni mężczyźni.
  • Gracz: to postać lansowana przez grupy tzw. mistrzów podrywu; w jego mniemaniu kobiety służą do seksu, szczególnie z nim; wg niego gdy kobiety chcą seksu, to są łatwe, a gdy nie chcą, to cnotki; to nie jego wina, że kobiety na niego lecą; ignoruje twoje potrzeby i traktuje cię poważnie tylko wtedy, gdy jest to mu wygodne; jeśli nie zaspokoisz jego seksualnych potrzeb, straszy, że zostawi cię dla innych kobiet.
  • Rambo: twierdzi, że agresja i siła są męskie, a współczucie i rozwiązywanie konfliktów jest gorsze, kobiece; unika wszystkiego, co "gejowskie" w jego mniemaniu; kobiecość utożsamia z homoseksualizmem, czyli czymś gorszym; twierdzi, że nie powinno się bić kobiet, ale czasem robi wyjątek dla swojej partnerki, jeśli ta źle się zachowuje; uważa cię za swoją własność, za trofeum.
  • Ofiara: uważa, że kobiety wyrządziły mu wielką krzywdę w życiu; gdy oskarżasz go o znęcanie się nad tobą, twierdzi, że tak naprawdę to ty znęcasz się nad nim; próbuje ci odpłacać za wszystko, co wg niego mu zrobiłaś złego; oczernia kobiety, które oskarżają mężczyzn o przemoc, nazywając je anty-męskimi, sfrustrowanymi, feminazistkami etc.; uważa, że tyle przeszedł w życiu, że nie odpowiada za to, co złego robi.
  • Terrorysta: ten typ pasuje do powszechnego stereotypu; obejmuje najgorsze formy znęcania się, włącznie z przemocą fizyczną, seksualną, zastraszaniem, znęcaniem się nad dziećmi etc. 
  • Uzależniony/chory: swój nałóg, np. alkoholizm, wykorzystuje jako wymówkę do tego, co robi; uważa, że nie znęca się nad tobą, tylko ma po prostu problemy, np. chorobę psychiczną etc.

Dlaczego to robi?

Opisywana przemoc wyrasta na żyznej glebie kultury, która usprawiedliwia gwałt i wspiera brak szacunku wobec kobiet w konserwatywnych poglądach oraz przekonanie o ich niższości wobec mężczyzn. Sprawcy przemocy mają silne przekonanie, że ich partnerka należy do nich, niczym rzecz i że mają prawo zarządzać nią jak swoją własnością. Często przemoc rozpoczyna się tuż po ślubie lub gdy partnerzy zamieszkają razem, co dla oprawcy jest symbolicznym uzyskaniem praw właściciela.

Co ciekawe, wielu sprawców nie zdaje sobie sprawy, że to, co robią partnerce, psychicznie ją wykańcza. Ich postrzeganie rzeczywistości jest na tyle skrzywione, że w niektórych przypadkach mogą wręcz sami oskarżać partnerkę o to, że to ona znęca się nad nimi. Większość z nich jednak doskonale wie, co robi, choć usprawiedliwia to w różnorodny, często komiczny sposób. Niektórzy mogą wręcz głosić poglądy feministyczne, co nie przeszkadza im w krzywdzeniu partnerki. 

W ogólnym jednak rozrachunku przemoc wobec kobiet to efekt przekonania, że mężczyzna jest upoważniony do zarządzania kobietą, jak swoją własnością, przekonania, które wspierane jest przez wartości wyniesione z rodziny i wyuczone na drodze socjalizacji.

Fałszywe oskarżenia o przemoc

Bancroft opisuje przypadki znane mu z jego praktyki, gdy mężczyźni oskarżali kobiety o to, że stosują one przemoc wobec nich. Zazwyczaj jednak okazywało się, że tak naprawdę sprawcą przemocy był... ten mężczyzna! W jednym z przypadków homoseksualny mężczyzna uczęszczał na spotkania grupy, która wspierała ofiary przemocy w rodzinie, choć to on sam znęcał się nad swoim partnerem. 

Czasami znęcający się mężczyzna celowo wyprowadza swoją partnerkę z równowagi tak, by ta go uderzyła lub np. podrapała. Gdy kobieta jest przerażona, bo jej partner ją np. wyzywa, może w samoobronie uciec się do takiej przemocy. Gdy wezwie policję, patrol zastanie na miejscu podrapanego, ale spokojnego i potulnego mężczyznę, który twierdzi, że nie ma pojęcia, co w nią wstąpiło. Ponieważ w powszechnym mniemaniu z przemocą mamy do czynienia wtedy, gdy jedna osoba bije drugą, taka kobieta może zostać zakuta w kajdanki i odwieziona na komisariat. 

Badania pokazują, że fałszywe oskarżenia o znęcanie się pojawiają się prawdopodobnie rzadziej, niż w przypadku innych przestępstw. Bancroft sugeruje, że gdy kobieta oskarża partnera o znęcanie się, to prawie na pewno mówi prawdę. 

Subtelna różnica polega na tym, że można znęcać się nad drugą osobą, poniżając ją i wyzywając, bez uciekania się do przemocy fizycznej, a psychiczne skutki tego będą równie dotkliwe.
15 komentarze:

Pominąłem ważną kwestię przywilejów, jakie w efekcie znęcania się uzyskują oprawcy. Bancroft podkreśla tę kwestię w książce i zauważa, że temat ten jest pomijany, gdy mówi się o przemocy. Chodzi o to, że osoba znęcająca się nie musi angażować się w negatywne sprawy związane z rodziną, takie jak sprzątanie, gotowanie, problemy z dziećmi itd. Zyskuje dzięki temu sporo wolnego czasu na własne przyjemności, czego symbolem jest władza nad telewizorem w domu. Ziarnko prawdy tkwi w stwierdzeniu, kto ma pilota, ten ma władzę.


Miałam nieprzyjemność być w relacji z takim mężczyzną. Był od wielu lat żonaty, ale ja zakochałam się w nim po uszy - on też podobno...Miałam 18/19 lat.

Nie stosował wobec mnie przemocy fizycznej, ale psychiczną - tak. Co kilka tygodni mnie zostawiał i wracał, a gdy już był przy mnie, specjalnie trzymał mnie w niepewności czy znowu za jakiś czas nie odejdzie. Potrafił odmówić spotkanie w ostatniej chwili - nie dlatego, że coś mu wypadło albo źle się poczuł, tylko dlatego, że nagle nie ma ochoty. Do tego często traktował mnie jak małą dziewczynkę i uważał, że to on wie, co jest dla mnie najlepsze. Gdy poznałam pewnego chłopaka, stał się strasznie zazdrosny i nawet pojawiły się wulgarne wyzwiska, mimo, że zdradzał mnie z żoną. Nie miałam mieć żadnych znajomych - chciał mieć mnie tylko dla siebie. Obrażał się nawet, gdy wychodziłam sama na imprezy - wiele razy robił o to awantury i zrywał kontakt. Gdy nie odpisywałam od razu, snuł podejrzenia, że z kimś się spotkałam na seks, dlatego milczę. To było poniżające.

Ja oczywiście nie potrafiłam od niego odejść – za bardzo go kochałam, poza tym wcześniej nikt się mną nie interesował (mimo, że jestem raczej ładna) i fakt, że ktoś w ogóle mnie zauważył, uważałam za cud. Relację z nim przypłaciłam nerwicą, a w czasie trwania tego koszmaru miałam często bóle głowy, serca, brzucha i napady histerii. Niedawno minęło pół roku odkąd stwierdził, że już mnie nie kocha („kochał” mnie jakieś 4 miesiące), a mi wciąż trudno dojść do siebie – tęsknię za nim i ciągle wspominam nasze wspólne chwile – oczywiście idealizuję. Jednakże dopiero teraz widzę jakie to wszystko było chore i niszczące.
Gdy mu powiedziałam, ile mi wyrządził krzywdy tym wszystkim, stwierdził, że to ja go ciągle krzywdziłam i okłamywałam i że to wszystko moja wina, bo on był dla mnie taki dobry, a tego nie doceniłam. Na dodatek nalegał, bym poszła do psychologa – by „zrobić ze sobą porządek”. Odmówiłam, więc obraził się i stwierdził, że nie mam już co liczyć na jakikolwiek kontakt z nim. Miałam plan, by udawać, że chodzę do tego psychologa, by mnie przygarnął za jakiś czas, jak obiecywał, ale stwierdziłam, że to jest już ponad moje siły. Nasze drogi się rozeszły. Miało to miejsce jakieś 2 tygodnie temu. Przez wspomniane półtora roku utrzymywaliśmy ze sobą sporadyczny kontakt, nawet czasami łaskawie zgodził się na spotkanie – musiałam go jednak o to prosić i korzyć się przed nim.

Co ciekawe, sam przyznał, że przede mną miał kilkadziesiąt kobiet – i do każdej coś czuł. Jeśli każdą „kochał” cztery miesiące, tak jak mnie, to nawet pasuje…
Nie żałuję jednak niczego, co przeżyłam, bo dzięki temu mam doświadczenie życiowe i jestem w stanie rozpoznać takiego mężczyznę na początku znajomości, zanim jeszcze się zaangażuję, przez co będę mogła odejść bez cierpień.
Co do jego żony – ona dobrze wiedziała o jego romansach, ale kończyło się to zawsze na awanturze i wymachiwaniu papierami rozwodowymi. Nie wiem, jak można żyć ze świadomością, że mąż zdradza i to raz po raz – jak zostawi jedną, to szuka drugiej. Gdyby ta kobieta miała odwagę odejść od tego faceta, od razu poczułby czym jest bycie porzuconym i samotnym. Może wtedy miałby trochę pokory. Albo „pokochałby” następną…

Przepraszam za taki długi post, ale może jakaś czytająca dziewczyna zauważy w tym opisie swojego partnera i zastanowi się, czy nadal warto żyć ze smyczą na szyi, nawet jeśli właścicielem jest ktoś, kogo się kocha najbardziej na świecie…


Hej, Flower Girl,

Zachowanie Twójego eks partnera wykazywało oznaki klasycznego znęcania się. Z tego co opisałaś można wyróżnić:

1. Groźba odejścia i spotykanie się tylko wtedy, gdy on chce - forma emocjonalnego szantażu. Twoje potrzeby nie są ważne dla niego. Oczywiście on dokładnie wie o tym, że go potrzebujesz i pragniesz chociaż namiastki bliskości i jego zachowanie było dla niego bardzo wygodne z paru powodów. Ty bojąc się tego, że nie poświęci Ci czasu, starałaś się być "jak najlepsza" dla niego... i pewnie te spotkania wyglądały tak, że to Ty musiałaś się nim zajmować i jego potrzeby były na pierwszym miejscu, mam rację?
2. Zazdrość. Mimo, że w naszej kulturze zazdrość uważana jest za oznakę miłości, tak naprawdę jest formą znęcania się. Często jest pretekstem do izolacji ofiary od środowiska zewnętrznego i oprawca jest jedyną osobą, z która ofiara ma jakikolwiek kontakt. Dla osoby, która wcześniej była ofiarą przemocy (w domu, w szkole, na studiach) jest to trudne do uniknięcia z tego względu, że ci mężczyźni wybierają specjalnie takie osoby, bo wiedzą, że łatwiej będzie można je "urobić". Oprawca nie wybierze osoby pewnej siebie z kochającej rodziny, bo taka jest emocjonalnie zaspokojona.
3. Wyzywanie.
4. Podwójne standardy. Ty nie możesz oglądać TV, używać komputera, ale on może. Ty nie możesz wychodzić po 20 on może. Ty nie możesz uprawiać seksu z innymi facetami, ale on oczywiście może się spotykać z innymi kobietami...
5. Robienie z siebie ofiary. Mężczyźni, którzy się znęcają, robią z siebie czasem ofiary. Bardzo rzadkie są przypadki, gdy to faktycznie kobieta znęca się nad facetem, dlatego, gdy się słyszy o czymś takim, to prawie na pewno to on się nad nią znęcał...
6. Robienie z partnerki wariatki. Jest to kolejna taktyka po to, by odciągnąć od siebie podejrzenia i działa to na paru płaszczyznach. Po pierwsze, żonie wariatce nikt nie uwierzy, prawda? Po drugie, Ty sama przestaniesz odróżniać rzeczywistość od kłamstwa i nie będziesz w stanie nazwać tego, co faktycznie jest znęcaniem, a co nie. To jest po to, by Cię zdezorientować. Byś nie "fikała"...

To wszystko, co on robi jest wykalkulowane. To jest zaprawiony i doświadczony oprawca, który wie dokładnie, co robi. On ma lata doświadczeń. Zapewniam Cię, że to nie jest miłość. Twoje uczucia wynikają z tego, że on cały czas Tobą manipulował. Miłość to wzajemny szacunek. Miłość to nie dehumanizacja.

On to robi po to, żeby kontrolować Cię. Żebyś robiła to, co on zechce. On nie jest nienormalny. To wyrachowany facet, który jest mistrzem intryg, manipulowania, robienia zamieszania...

To, że stałaś się jego ofiarą to nie Twoja wina, a wina naszego społeczeństwa. To nie jest przypadek i to nie jest Twoja wina, z tego samego też powodu nie jesteś sama. Jest bardzo wiele kobiet z podobną sytuacją, co Twoja... Długo by opowiadać, nie jest to raczej temat na komentarz, raczej na notkę, jeśli nie książkę. Jedyne, w czym mogę Ci pomóc to zaproponować edukację, czyli czytać o feminizmie, o przemocy. Edukować się oraz jeśli chodzi o psychikę to unikać mężczyzn i starać się znaleźć jakąś grupę (najlepiej same kobiety), z którymi można o tym porozmawiać. Jeżeli masz jakieś zainteresowania to starać się codziennie przeznaczyć na nie trochę czasu.

Studiujesz teraz?




Wiadomo, że mężczyźni to gówno i nie można się po nich zbyt wiele spodziewać (choć czasami ich chujowość nadal mnie zadziwia), ale czemu kobiety robią to innym kobietom? Rozumiem, gdy ofiara takiego mężczyzny nie wie, że jest żonaty, ale jeśli wie, to po co się w to pakuje? Żaden dobry facet nie zdradziłby żony - to pierwszy sygnał ostrzegawczy. W liceum byłam bliska quasi-romansu z nauczycielem, przez 3 lata nie wiedziałam, że ma żonę, nie nosił obrączki, nie wspominał. Ale gdy (przypadkiem) się dowiedziałam, uznałam, że muszę to stłumić w zarodku i wycofałam się, choć był jedyną osobą na świecie, z którą mogłam rozmawiać o wszystkim, która zaspokajała mnie intelektualnie i emocjonalnie, i przy której ciągle chciałam być. Nigdy nie mogłabym wystawić kobiety dla faceta, nigdy nie mogłabym rywalizować z drugą kobietą o mężczyznę.


Tak, studiuję zaocznie. W tamtym roku planowałam znaleźć pracę, ale bałam się, że nie będę mieć czasu na spotkania z nim (mimo, że były już coraz rzadsze) i nic tego nie wyszło. Teraz żałuję, bo miałabym zaoszczędzone pieniądze.

Przez ten cały czas uważałam go za idealnego kochanka, a okazało się niedawno, że wcale taki nie był – po prostu miałam wtedy chyba małe wymagania. I rzeczywiście, jego potrzeby były najważniejsze – tyle, że uważałam to za coś przyjemnego dla mnie, z czym się zgadzałam.

Tak naprawdę dopiero teraz udaje mi się pogodzić z tym, że już go nie ma. Ciężko mi to szło przez te wszystkie miesiące, więc to dla mnie sukces. Nikomu nie życzę takiego cierpienia. Ten ostatni okres zrzucania winy na mnie (w którą powoli zaczynałam wierzyć), był najgorszy. I to jego „kochałem ciebie, ale wszystko zniszczyłaś”.

Co ciekawe, ten znajomy, o którym pisałam, próbował mi otworzyć oczy na tego faceta. Kupił mi nawet książkę o manipulacjach. Oczywiście, mój „ukochany” był oburzony i stwierdził, że ten chłopak nawet go nie zna (bo nie znał osobiście) i że jak w ogóle mogę wierzyć osobom postronnym, skoro tylko ja i on wiemy jak jest między nami.
Pamiętam rozmowę z tym znajomym, gdy mnie spytał, skąd wiem, że ten facet mnie kocha. Odparłam, że tak mi powiedział, a on na to: „może kłamie?”.
Wiem, że to głupie – wszędzie słyszałam, że nie wolno nikomu ufać, że można zostać oszukaną, ale w tamtym okresie zupełnie mi to wyleciało z głowy. Tym bardziej, że mój „ukochany” ciągle powtarzał, że „nigdy mnie nie okłamał”, a na sugestię, że mnie uwiódł, po czym porzucił, reagował oburzeniem. Sprawiał też wrażenie, że się o mnie troszczy – zwierzałam się mu, opowiadałam o swoich problemach. Może po prostu w głowie mi się nie mieściło, że można być aż tak wyrachowanym człowiekiem – ja bym tak nie potrafiła.

Czytam artykuły feministyczne – odkąd zaczęłam to robić, widzę ogrom niesprawiedliwości, który dotyka kobiety i nie mogę uwierzyć, że tego wcześniej nie widziałam. Dodatkowo pochodzę z konserwatywnej rodziny, więc można się domyślić, jaką mam atmosferę.

Sanjuro – byłam zbuntowaną nastolatką i imponowało mi, że mężczyzna zdradza żonę ze mną. Ponadto gdzieś w podświadomości zawsze miałam pogardę dla związków, bo, tak naprawdę, nigdy nie byłam z nikim w takiej zwykłej, normalnej relacji opartej na miłości i po prostu zadziałała zazdrość. Nie chciałam nigdy zepsuć im małżeństwa – wiedziałam, że jeśli byłby w stanie zostawić dla mnie żonę, to mnie też zostawi. Zresztą co to mogłaby być za przyszłość – mnie ekscytowała atmosfera tajemnicy i wymykania się, uważałam, że to romantyczne. Na dodatek w przeszłości natknęłam się na masę totalnych gnojków i nigdy tak naprawdę nie miałam powodzenia przez swoją nieśmiałość – jego zainteresowanie i „uczucie” było czymś niezwykłym, byłam szczęśliwa, że ktoś w końcu jest blisko mnie.


Dzięki Flower Girl za opisanie swojej historii. Takie informacje z pierwszej ręki są chyba najlepszą pomocą dla kobiet w podobnej sytuacji.


Ja nie w temacie.

Po artykule na niejakim portalu "mamadu"...
Kobieta, która zamiast "wyzwolona" powinna mieć "zniewolona" i działająca na szkodę innym kobietom, zresztą szkoda na nią słów...
Poczytałem artykuł i powiem, że dawno nie widziałem poza wypowiedziami różnych facetów takiego tekstu. Od kobiety. "Masz się zmienić i być taka jak ON chce, bo inaczej ja sobie go wezmę"- taki przekaz. Co do samego sypiania- ja się nie wtrącam, niech sobie ta osoba żyje jak jej pasuje, jej życie, ale ten tekst to jest jakaś porażka. Kobieta czyniąca z innej mentalną niewolnicę faceta, która ma być "s...owna", gotowa na zbliżenie kiedy ON chce, wychodząca kiedy on chce- bo nie może mieć koleżanek...

Tu link jak ktoś chce zobaczyć te "mądre inaczej" porady:
http://kobietawyzwolona.mamadu.pl/125839,na-seks-chyba-nie-zasluzyles-mowisz-i-strzelasz-sobie-w-kolano-twoj-maz-woli-mnie-a-ja-powiem-ci-dlaczego


Paweł, no brak słów.
Zajrzałam na chwilę...
Kobieta, która duchowo tkwi w patriarchacie i namawia do tego by inne kobiety również weszły w jego normy i wymagania.
Ten tekst to jest jakaś porażka...


Kato-konserwatyści znowu dobierają się do praw kobiet

Do Sejmu trafił projekt, który poza przypadkiem narażenia życia kobiety zakaże aborcji oraz kobiety, które jej dokonają będą wg ustawy mogły spodziewać się do 5 lat więzienia.
W głosowaniu ma być swoboda sumienia- piszę o tym, bo za poprzedniej władzy 2005-7 taki projekt nie przeszedł, oby i teraz to upadło, choć przy większości sejmowej i wpływach kościelnych różnie może to wyglądać...


J.Brudziński, a może łajdaczyński, to pasuje na lepsze nazwisko, choć Brudziński to jak brud i bruzda dotykowa, którą wg prawicy ma dziecko po in vitro chyba :D.
"Wygramy wojnę brzuchami kobiet".
Jakim mizoginem i śmieciem trzeba być, by coś takiego mówić?
Niech sam sobie rozporządzą swoim brzuchem, bo z mózgiem to już stracił kontakt.
Pomijając, że to nasza kochana prawica...
Kolejny raz prowadzą swoją świętą wojnę z innymi idiotami, wiele groźniejszymi zresztą, a do tego celu chcą wykorzystać kobiety.
Marzę o dniu, gdy religie i władza facetów będzie reliktem.


E-PiS-kopat, czyli antykobiece plany KK i Psycholi i Spiskowców (PiS w skrócie, ale i tak każdy wie o co biega) - Adrian Zandberg jest autorem, to człowiek kulturalny, bo cisną się na usta słowa kultury łacińsko-podwórkowej na tą całą "dobrą zmianę":

"To, przed czym przestrzegaliśmy, właśnie staje się faktem. Episkopat oficjalnie zażądał dziś drastycznego zaostrzenia ustawy o warunkach przerywania ciąży. W oświadczeniu skrytykowano to, że obowiązująca ustawa "w trzech przypadkach dopuszcza aborcję". Te trzy przypadki to ciężkie upośledzenie płodu, gwałt oraz zagrożenie dla życia i zdrowia kobiety.
Przedstawicielom episkopatu, którzy podpisali się pod tym dokumentem, należą się podziękowania. Szczerze i otwarcie oznajmili, że tak zwany kompromis aborcyjny nigdy nie obowiązywał. Był tylko narzędziem uciszania tych, którzy - podobnie jak większość Polek i Polaków - uważają, że obecna ustawa nie działa i należy ją zliberalizować.
Nie ma zgody na torturowanie kobiet. Nie ma zgody, by decyzję za kobiety podejmowali policjant i prokurator. Zwolennicy zaostrzenia ustawy mają przeciwko sobie większość społeczeństwa. Szkoda, że głosu tej większości nie słychać dziś w Sejmie. Jeśli politycy-barbarzyńcy, którzy mają za nic zdrowie kobiet, wygrają, to stanie się to dlatego, że tak zwane "liberalne centrum", zamiast bronić elementarnych standardów, udaje, że nic się nie stało."


Ten komentarz został usunięty przez autora.

Ten komentarz został usunięty przez autora.

Ten komentarz został usunięty przez autora.

Ten komentarz został usunięty przez autora.

Prześlij komentarz


Ostatnie komentarze

Popularne posty