Demoniczne Samce
"99% z naprawdę przerażającego gówna tego świata zostało wszczęte, ustanowione, popełnione lub kontynuowane przez mężczyzn." George Carlin

Kobiety u władzy, czyli o potencjalnych skutkach ubocznych feminizacji rządów w obliczu zbliżających się wyborów prezydenckich

Etykiety: ,
Jak pisałem wielokrotnie, większa agresja, zaraz obok większego zapotrzebowania seksualnego, są właściwie jedynymi psychologicznymi czynnikami odróżniającymi od siebie płeć męską od płci żeńskiej u ludzi, przynajmniej z tych czynników, których podłoże jest raczej biologiczne, niż społeczne. Jest to mocno ugruntowane we współczesnej psychologii.

Niech dalszą część mojego wywodu poprowadzi profesor Pinker, autor monumentalnych The Better Angels of Our Nature (tłumaczenie moje własne, cytat nie wiem z której strony, bo google nie ponumerował :<):
Przepaść między płciami w nadmiernej pewności siebie, przemocy i wrogości w stylu grupa-przeciw-grupie, niesie ze sobą pytanie: Czy świat byłby bardziej pokojowym miejscem, gdyby kobiety były u władzy? Pytanie jest tym bardziej interesujące, jako że napięcia i nastroje właśnie zmieniają się na łagodniejsze (książka Pinkera jest niekończącą się opowieścią o tym, że ludzkość coraz mniej przypomina szympansy, a coraz bardziej przypomina bonobo, stopniowo stajemy się coraz mniej popierdoleni jako gatunek - taki mój przypis tłumacza) Czy więc świat staje się bardziej pokojowy, ponieważ teraz jest u władzy więcej kobiet? I czy świat stanie się jeszcze bardziej pokojowym miejscem, gdy do władzy dojdzie więcej kobiet?

Jak mniemam, odpowiedzią na wszystkie trzy pytania jest mocne tak. Mocne, ponieważ związek między przemocą i płcią jest bardziej zawiły niż zwykłe "mężczyźni są z Marsa". W War and Gender, politolog Joshua Goldstein przejrzał część wspólną tych spraw i odkrył, że poprzez całą historię, w każdym społeczeństwie, zawsze przemożnie mężczyźni byli zarówno mięsem armatnim jak i siłą dowodzącą armii. (Archetyp Amazonek i innych kobiecych wojowniczek ma swoje źródło raczej w męskim podniecaniu się młodymi kobietami, skąpo odzianymi w wojskowe stroje, jak Lara Croft i Xena, niż w historycznej rzeczywistości). Nawet w dobie XXI-wiecznego feminizmu 97% wszystkich żołnierzy świata i 99,9% wszystkich żołnierzy świata biorących udział w walkach, to mężczyźni (w Izraelu, słynącemu z używania w armii obu płci, żołnierki większość czasu spędzają w szpitalach i za biurkami). Mężczyźni mogą również poszczycić się zajmowaniem wszystkich czołowych miejsc w takich dziedzinach jak: maniacy najeźdźcy, krwiożerczy tyrani czy ludobójczy bandyci.
W dalszej części książki, by nie być stronniczym, Pinker przytacza przykłady kobiet, które należały do tych 3%, a które to miały swój udział w działaniach wojennych i represji, np. Izabelę I Kastylijską, Elżbietę I Tudor, Katarzynę Wielką, a ze współczesnych Margaret Thatcher, Indirę Gandhi czy Chandrikę Kumaratungę. Ostatecznie jednak konkluduje:
Jednakże w jasnym świetle historycznym kobiety były i będą siłą pacyfikującą. Tradycyjna wojna jest męską zabawą: plemienne kobiety nigdy nie łączyły się w gangi, celem najeżdżania sąsiednich wiosek i porywania kochanków.
 
1 komentarze:

Zgadzam się z tym, co do naszych wyborów, cóż, u góry są dwaj, którzy tylko rywalizują, który bardziej watykańczykom się ukłoni, a jeden ma fotki z kościoła, taka sytuacja...
Pani Magdalena Ogórek stała się obiektem wybitnie seksistowskich ataków.
Mizogini założyli wydarzenie i niewybrednie tam komentują, więcej tutaj:
http://wyborcza.pl/1,75478,17877127,Kobiety_na_wojnie_z_Facebookiem_o__cycki_Magdaleny.html


Prześlij komentarz


Ostatnie komentarze

Popularne posty