Demoniczne Samce
"99% z naprawdę przerażającego gówna tego świata zostało wszczęte, ustanowione, popełnione lub kontynuowane przez mężczyzn." George Carlin

Dlaczego mężczyźni są agresywniejsi?

Natrafiłem niedawno na ciekawe wyjaśnienie podłoża większej agresji mężczyzn. Argumentacja jest dla mnie na tyle przekonująca, że będę się przy niej upierał, dopóki nie spotkam lepszej hipotezy. Pochodzi z książki psychohistoryka (po polsku chyba lepsze tłumaczenie to "historiozofa") Lloyda de Mause (2010). Spróbuję też wyprostować kilka nieścisłości, które znalazłem w tekście de Mause, rewidując źródła oraz uzupełnię go o mój komentarz.

Ktokolwiek, kto śledzi jakieś dane dotyczące przemocy powinien być świadomy, że za większy jej odsetek odpowiadają mężczyźni. Np. w USA około 90% zabójstw to sprawka mężczyzn, średnia światowa wynosi niecałe 80%. Właściwie cały ten blog jest wyrazem tej różnicy w przemocy między płciami.

Winą za agresywność mężczyzn często obarcza się męski hormon płciowy, testosteron, którego stężenie u dorosłych samców ludzkich jest dwudziestokrotnie wyższe, niż u ludzkich samic (Goldstein, 2001). Wiele badań jednak nie wykazało związku pomiędzy testosteronem i agresją u ludzi. W dodatku pewne zachowania związane z hierarchią i dominacją zaobserwowano już u czteroletnich chłopców, podczas gdy poziom testosteronu u obu płci jest taki sam aż do około ósmego roku życia (Bjorkqvist, 1992).

Próbowano też tłumaczyć większą agresję raczej indywidualną wrażliwością na testosteron, niż jego poziomem. U niektórych mężczyzn poziom agresji rośnie, gdy obniży się im sztucznie ilość testosteronu, np. u kastratów (Braudy, 2010). Poziom testosteronu zmienia się też bardzo łatwo w zależności od warunków zewnętrznych, paradoksalnie pewne agresywne zachowania mogą go jeszcze zwiększać, np. przebywanie na froncie wojny. Czasem obecność atrakcyjnych kobiet może działać podobnie. Ostatecznie jednak nie posiadamy silnych dowodów za tym, że u ludzi testosteron w jakiś wyraźny sposób wiąże się z agresją (np. Goldstein, 2001).

Kobiety także potrafią być agresywne, pomimo niskiego poziomu testosteronu. Ostatecznie jednak mężczyźni biją kobiety na głowę agresywnym zachowaniem. Dlaczego? Gdzie leży przyczyna, skoro nie można upatrywać się jej w biologicznych różnicach w poziomie hormonów płciowych?

Jedną z niewielu różnic w budowie anatomicznej mózgów obu płci jest grubsze wędzidło wielkie u kobiet (Ardekani, 2012). Obszar ten łączy obie półkule mózgu i wciąż nie bardzo wiemy, jak działa. Wiadomo np., że jest też większy u muzyków, szczególnie, gdy umuzykalniali się oni od wczesnego dzieciństwa (Schlaug, 1995). W każdym razie, zgodnie z hipotezą de Mause, różnica ta sprawia, że kobiety znacznie lepiej znoszą wydarzenia traumatyczne i stres niż mężczyźni już od niemowlęctwa. W dodatku u chłopców, nad którymi się znęcano, wędzidło jest zredukowane jeszcze o 25%, czego nie zaobserwowano u wykorzystywanych w dzieciństwie dziewczynek (akurat nie znalazłem w źródłach potwierdzenia tego braku redukcji u dziewczynek, o której pisze de Mause; wędzidło jest około 17% mniejsze u dzieci, które wykorzystywano bez względu na płeć, 11% mniejsze u innych pacjentów z problemami psychicznymi, a największa redukcja zachodzi u wykorzystywanych seksualnie dziewczynek: Kitayama, 2007; Teicher, 2004).

Dymorfizm płciowy mózgu o którym mówimy, ostatecznie sprawia, że chłopcy w dzieciństwie mają większe potrzeby emocjonalne i fizyczne, by ich mózg, a więc i osobowość, w pełni się rozwinęły. Jeśli chłopcy od niemowlaka nie otrzymują odpowiednio dużo miłości i opieki, ich mózg rozwija się gorzej, niż w przypadku mózgu dziewczynek w tych samych warunkach. Słabiej rozwija się kora przedczołowa, w której powstają procesy samokontroli oraz empatia. Ciało migdałowate, centrum lękowe mózgu, staje się nad-aktywne (Pechtel & Pizzagalli, 2011; McCrory, 2012). Obniża się poziom serotoniny, która prawdopodobnie ma działania uspokajające. Intensywnie wydziela się kortykosteron, który jest jednym z tzw. hormonów stresu (Hart & Rubia, 2012).

Choć część hipotezy de Mause o tym, że chłopcy wymagają w dzieciństwie większej opieki, nie jest dla mnie przekonująca, to wydaje się, że chłopcy uzyskują zwykle tej opieki mniej. Ma to oczywiście związek ze stereotypami płci. Istnieje cała masa bezpośrednich dowodów, że nawet tylko zaniedbanie w dzieciństwie wiąże się ze zmianami struktury mózgu i różnymi psychopatologiami. Skoro więc chłopcy są narażeni na większy stres w dzieciństwie, cierpią bardziej na niskie poczucie własnej wartości, mają obniżoną empatię, słabszą kontrolę impulsywnych zachowań i odczuwają silniejszy strach. To wszystko powoduje, że już w wieku kilku lat przejawiają większą agresję, niż dziewczynki (Ernest, 2005).

De Mause zakłada, że przemoc mężczyzn, wynikająca z zaniedbań i wykorzystywania w dzieciństwie, ma charakter defensywny. Polega na ciągłym udowadnianiu sobie, że jest się prawdziwym "mężczyzną". Przemoc jest też po części związana z kobietami, dlatego, że w większości społeczeństw to kobietom narzuca się rolę wychowywania dzieci. Zaobserwowano, że poziom agresji u dzieci i nastolatków, a także poziom testosteronu, są powiązane z siłą relacji z rodzicami. Słabe lub złe relacje z matką wywołują większą agresję i podnoszą poziom testosteronu u chłopców (Booth et al., 2003). Chłopcy mają matkom za złe, że te zaniedbywały ich w młodości i to prawdopodobnie jest podłożem mizoginii, bo negatywne emocje w stosunku do autorytetów łatwo, nieświadomie przenosimy na innych, niepowiązanych, ale podobnych ludzi.

De Mause sądzi więc, że to matki są winne agresji mężczyzn. Jednakże dzieciom nie sprawia różnicy, kto się nimi zajmuje. Społeczeństwo i role społeczne nie wymagają od ojców, aby się zajmowali dziećmi. Ktoś nawet obliczył, że przeciętny tata w USA zajmuje się dziećmi jedenaście minut dziennie (sic!, Terrence, 1997, s. 143). To właśnie jeden z poważnych problemów społeczeństw i rodzin konserwatywnych, to rolą matek jest wychowywanie dzieci. Dlatego zachowanie dzieci jest tak zależne od zachowania matek (Tronick & Weinberg, 2012). Stereotypowe role męskie, uznawane przez niektórych za "naturalne" i "wrodzone", tak naprawdę są krzywdzące dla chłopców i później mężczyzn. Uczy się ich, że ekspresja emocji nie przystoi ich płci i że muszą być "twardzi", muszą być "mężczyznami". "Faceci nie płaczą" (MacCoby, 1998).

Badania pokazały, że żeńskie niemowlaki uczą się bardzo szybko wpatrywać w twarze swoich matek, nawiązując dłuższy kontakt wzrokowy. Nie zaobserwowano tego u męskich niemowląt (Leeb & Rejsking, 2004). Współcześnie tego samego argumentu używa się w celu zademonstrowania wrodzonych różnic międzypłciowych, ale równie dobrze może to wynikać z faktu, że w społeczeństwie patriarchalnym matki nieświadomie spoglądają na swoich synków krócej, niż na swoje córeczki, uśmiechają się częściej do córeczek, więcej z nimi rozmawiają, itp. (Biddulph, 2010; Kindlon & Thompson, 2000; Stevens, 2001). W późniejszym wieku chłopcy są bici częściej od dziewczynek, co może mieć związek z ich większą agresją. Rodzice nie radzą sobie z nadpobudliwością chłopców i stosują kary cielesne, tylko pogarszające sprawę.

Konkluzje, wynikające z tego wywodu są jednoznaczne. Gdy dziecko otrzymuje odpowiednio dużo empatii i jego potrzeby emocjonalne są zaspokojone, zarówno chłopcy jak i dziewczynki wyrastają na nieagresywne jednostki. Szczególnie krzywdzące są więc społeczeństwa patriarchalne, gdzie mężczyznom narzuca się role "twardzieli" a kobietom role "wychowawczyń". To one wydają się być wylęgarnią agresji. W egalitarnych rodzinach, gdzie rodzice zajmują się potomstwem w tym samym stopniu lub nawet u samotnych matek i samotnych rodziców, dzieci wyrastają na zdrowych psychicznie, pełnych empatii dorosłych.

De Mause zakłada też, że mężczyźni reagują na traumy z dzieciństwa poprzez ekspresję swojej agresji, natomiast kobiety raczej przeżywają je w sobie. Rzeczywiście badania zwykle raportują, że dwa razy więcej kobiet cierpi na depresję, niż mężczyzn. Tej różnicy nie obserwuje się jednak u dzieci i nastolatków (Hyde, 2014). Nie wiadomo też, jakie miałoby być podłoże tej różnicy, prawdopodobnie nie jest dziedziczone (Piccinelli, 2000), więc może mieć charakter dopasowywania się do ról społecznych. Kolejny minus dla patriarchatu i stereotypów płci.

Ostatecznie przemoc stosowana przez skrzywdzonych w dzieciństwie chłopców ma mieć charakter defensywny, polegać na ciągłym udowadnianiu swojej męskości poprzez ryzykowne zachowania. To dlatego chłopcy są czterokrotnie bardziej narażeni na przedwczesną śmierć (Bassoff, 1995), np. w wyniku wypadku samochodowego. Zgodnie z tą hipotezą, agresywne samce nie tyle co chcą krzywdzić innych, co próbują w ten sposób wymusić na nich szacunek i pokazać swoją przewagę - to zresztą jeden z najważniejszych motywów u gwałcicieli. Ostatecznie więc wojna jest dla mężczyzn możliwością udowodnienia swojej męskości.

De Mause próbuje nawet tłumaczyć większą częstość występowania zachowań ze spektrum autyzmu u chłopców. Zamykanie się w "bańce" i brak empatii dla innych miałby wg niego być tylko reakcją na problemy i stres w dzieciństwie. Póki co nie potwierdzono jednak tego związku (np. Spencer et al., 2004). Niektórzy autyści czują się najlepiej w "kokonach" i "skorupach", np. owinięci w koce lub po prostu w szczelnie zamkniętych, ciasnych pomieszczeniach. De Mause twierdzi, że jest to powiązane z preferencją chłopców do samochodów i podobnych urządzeń. Samochód jest bowiem taką szczelną puszką właśnie. Chłopcy wykazują już we wczesnym dzieciństwie pewne preferencje do przedmiotów, natomiast dziewczynki raczej do ludzi (Hyde, 2014). Póki co te preferencje stanowią chyba największy argument za wrodzonymi różnicami między płciami u anty-genderowców, dodam, że argument słaby. Jeśli jednak de Mause ma rację, to nawet ta różnica nabywana jest raczej poprzez niekorzystne wychowywanie.

Nie tylko przemoc fizyczna czy wykorzystywanie seksualne mogą mieć tak negatywny wpływ na rozwój mózgu dzieci. Także sama przemoc psychiczna lub zwykłe zaniedbanie powodują widoczne zmiany w mózgu (Teicher, 2000). Pewne specyficzne cechy kultury nacechowanej silnie androcentrycznie sprawiają, że zmiany te uzewnętrzniają się szczególnie u dorosłych mężczyzn w postaci większej agresji i skłonności do przemocy, która wynika głównie z osłabionej empatii. To dlatego tak wiele mężczyzn dopuszcza się przemocy wobec dzieci i kobiet. Nie wydaje się jednak, aby przynajmniej u mężczyzn ta skłonność była wrodzona. Powstaje raczej właśnie jako skutek pewnych form wychowywania, co przypuszczałem od dawna.

Skala przemocy wobec dzieci jest obecnie ogromna. Spróbuję napisać o tym w przyszłości. Gdy cofać się w historii, ta przemoc jest coraz większa i momentami, np. tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej w Niemczech i Japonii urasta do rozmiarów niebotycznych i zatrważających. Niewiele o tym się mówi.

De Mause próbuje nawet wyjaśnić męską skłonność do wyolbrzymiania chorób (niepotwierdzoną empirycznie ;p). Tylko bowiem w czasie choroby chłopcy zyskują od matek tyle opieki, ile potrzebują.

Najciekawszą implikacją rozważań de Mause jest przekonanie, że trudne dzieciństwo przyczynia się do powstawania przekonań konserwatywnych. Konserwatyści zwykle obawiają się postępu i widzą w nim wroga. To dlatego próby wdrażania rozwiązań wynikających z wiedzy o gender nazywane są w tych środowiskach "cywilizacją śmierci" a kobiety deklarujące się jako feministki - "feminazistkami". Ci ludzie, zwykle płci męskiej, chętnie nawołują do agresywnych działań przeciwko liberałom. Ich działania utrudniają postęp ludzkości. Paradoksalnie też konserwatyści bywają zwolennikami kar fizycznych, jako skutecznego środka wychowawczego, przyczyniając się do braku pokoju na świecie.

Abstrakt

Przemoc wobec dzieci, praktycznie już od urodzenia jest zjawiskiem wciąż powszechnym. Jakakolwiek przemoc wobec ludzi, których mózg jest niedojrzały, czy to fizyczne znęcanie się, przemoc psychiczna lub wykorzystywanie seksualne, mają niepodważalny, negatywny wpływ na rozwój osobowości. Dziesiątki dowodów, w tym bezpośrednie skany mózgu, pokazują, że przemoc wobec dzieci przyczynia się do rozwoju różnych psychopatologii, depresji, alkoholizmu, zwiększonej agresji, skłonności do przemocy w wieku dorosłym, obniżonej empatii i psychopatii. Lloyd de Maus w swojej The Origin of Wars in Child Abuse argumentuje, że w ostatecznym rozrachunku znęcanie się nad dziećmi jest przyczyną większej agresji, mizoginii oraz przekonań konserwatywnych u dorosłych mężczyzn.
8 komentarze:

"Lloyd de Maus w swojej The Origin of Wars in Child Abuse argumentuje, że w ostatecznym rozrachunku znęcanie się nad dziećmi jest przyczyną większej agresji, mizoginii oraz przekonań konserwatywnych u dorosłych mężczyzn."
Zgadzam się z tym artykułem, powiem więcej, że znam przykład takich osób, znęcanie w domu, patologia, bicie, alkoholizm ojca i potem z dziecka wyrasta agresywny, chcący udowodnić swoją męskość przez dominację i poniżanie innych gość, obniżona empatia też by się zgadzała.


Przecież to badanie że dziewczynki sie patrza na twarze,a chlopcy na rzeczy wcale nie jest argumentem genderowcow. W rzeczywistosci jak dla mnie w ogole sie nie rozni od tego badania w ktorym dziewczynki dluzej sie patrza na twarze (czy cos takiego). Przecież jak człowiek sie bie patrzy na twarz. To patrzy się na jakas rzecz, zawsze, albo w ogole si enie patrzy. wiec to tylko kolejne badania mogace ewentualnie potwierdzac slusznosc tej hipotezy ze matki postrzegaja noworodkow, jako macho i ze nie potrzebuja opieki.


ech, ci narodowcy: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14920457,Krzysztof_Bosak_nie_rozliczyl_pieniedzy_ze_zbiorki.html


https://www.youtube.com/watch?v=WFvQhyk0Yk4


Włączyłem na chwilę ten materiał, jestem nim oburzony żałosne i poniżające, ten dupek uczy jak wykorzystać kobietę, używając różnych sztuczek, ale pewnie prymitywne samce pewnie będą korzystać... Bo im w głowie tylko jedno.


Trafiłam na blog maskulinistyczny, które temu zaprzecza.agresywności mężczyzn i twierdzi, że głównie kobiety gwałcą i biją.

http://sabinagatti.blogspot.com/
https://www.facebook.com/pages/Obalamy-Stereotypy-o-rodzinie-kobietach-i-matkach/162192960652333?ref=hl

Co wy na to ?


DK, problem z blogiem Pani Sabiny polega właśnie na tym, że poza tytułem, jest on tak naprawdę silnie mizoginistyczny i antykobiecy. Nawet jeśli autorka miała dobre intencje, to obawiam się, że w naszej kulturze jego efektem będzie tylko jeszcze większa nienawiść do kobiet, szczególnie do matek. Próbowałem nawet kiedyś dyskutować z tą Panią, ale to bezcelowe.

Kobiety oczywiście też bywają agresywne, co widać choćby w przypadku przemocy wobec dzieci. Ale nawet tutaj nie dorównują mężczyznom, chociaż społeczeństwo narzuca im rolę wychowawczyń.

W ostatecznym rozrachunku to praktycznie tylko kobiety są dyskryminowane w naszej androcentrycznej kulturze (dzieci również, ale to inna sprawa), dlatego blogi w takiej formie moim zdaniem tylko dolewają oliwy do ognia mizoginii.


o, proszę, odnośnie tekstu, przykład pana K. http://facet.interia.pl/obyczaje/historia/news-kuklinski-najwiekszy-morderca-w-historii,nId,1047808


Prześlij komentarz


Ostatnie komentarze

Popularne posty