Demoniczne Samce
"99% z naprawdę przerażającego gówna tego świata zostało wszczęte, ustanowione, popełnione lub kontynuowane przez mężczyzn." George Carlin

Czy mężczyźni są silniejsi od kobiet?

Etykiety: ,
Zawsze uważałem, że rekord jest nie do pobicia, dopóki się go nie pobije. Lawrence "Yogi" Berra

Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus tytuł popularnego poradnika Johna Graya


Przez stulecia, gdy rozwijała się kultura Zachodu, w ludzkich umysłach zakorzeniły się trzy idee dotyczące różnic między płciami, do dziś będące wielkim, psychicznym balastem:
  1. Między kobietami i mężczyznami występują zasadnicze różnice psychologiczne i seksualne. 
  2. Mężczyźni są lepszą i dominującą płcią.
  3. Różnice płci i wyższość mężczyzn mają "naturalny" charakter.
Współczesna psychologia nie pozostawia złudzeń, różnie psychologiczne między płciami w obrębie gatunku ludzkiego mają charakter stereotypowy - innymi słowy, nie istnieją. 

Co prawda przeprowadzono do tej pory przynajmniej kilkanaście badań opartych głównie o kwestionariusze, w świetle których pewne cechy są bardziej typowe dla kobiet i te lepiej sobie z nimi radzą, np. umiejętności werbalne, inne natomiast przysługują mężczyzną, np. orientacja w przestrzeni. Gdy jednak Harry Reis i Bobbi Carothers wykonali metaanalizę istniejących badań okazało się, że różnice te zanikają.

Poniższy wykres przedstawia zależność masy ciała zawodnika i jego wynik w jednej z konkurencji dwuboju siłowego, rwaniu. Fizyczna przewaga mężczyzn  nad kobietami jest wyraźna. Podobne różnice psychologiczne nie mają szerszego potwierdzenia w badaniach naukowych, mimo powielania takiej opinii w różnych środowiskach, niekoniecznie szowinistycznych.
18 komentarze:

Kiedyś na takim portalu parę lat temu się o to wykłócałam, a kiedy to było... w liceum... pisałam, że psychologia człowieka nie zna podziału na kobiet i mężczyzn i że te same mechanizmy żądzą kobietą i mężczyzną.


Wygląda na to Nihil, że nie pasujesz do stereotypu i jako kobieta wykazujesz się od dawna większą inteligencją niż przeciętny mężczyzna.


Dane o zrównującej się sile mężczyzn i kobiet nie dziwią. Coraz bogatsza jest nasza wiedza o tym jak stosować doping. Co prawda kobiety nie mogą stosować tych samych dawek sterydów anabolicznych i androgennych co mężczyźni bez ryzyka wirylizacji, ale nie oznacza, że nie mogą się bawić hormonem wzrostu, insuliną i innymi wynalazkami...

Inna sprawa, to jakość kwestionariuszy jako formy poznawczej... Większość kwestionariuszy, w których "badani" sami mają ocenić siebie jest po prostu niewiarygodna. Przykładowo notorycznie kwestionariusze badające (na zasadzie raportowania) co otyłe i walczące z nadwagą osoby zjadły pokazują, że osoby te cały czas spożywają dietę, w której ilość kalorii jest poniżej bazowego zapotrzebowania organizmu (tzn. na utrzymanie temperatury ciała, bicie serca, utrzymanie homeostazy etc.).


Jako dowód, że jednak różnica w sile miedzy kobietami a mężczyznami jest:

Surowy martwy ciąg w najwyższej kategorii wagowej:
Benedikt Magnusson - 447kg (facet)
Becca Swanson - 310 kg (kobieta)

Trójbój siłowy jest lepszy do oceniania siły danego człowieka niż dwubój, bo w dwuboju oprócz siły ma duże znaczenie również elastyczność, koordynacja ruchowa (to jest bardzo skomplikowany ruch) i szybkość. Zwłaszcza elastyczność w której kobiety z natury górują nad mężczyznami daje sporą przewagę - po prostu jest się w stanie szybciej i głębiej "wskoczyć" pod sztangę, dzięki czemu nie trzeba w pierwszej fazie sztangi tak wysoko podrzucić.

Trójbój, czyli wyciskanie na ławeczce leżąc, przysiad i martwy ciąg to konkurencja która jest najbliżej do obiektywnego przetestowania czystej siły człowieka jak to tylko możliwe.


Daimyo, właśnie różnica w sile jest chyba jedyną, którą można przywołać w jakiejkolwiek argumentacji o biologicznym podłożu roli płciowych. Wykres wyników jest tego dowodem i wiele wyników w różnorodnych sportach wymagających siły także.


Nie zgodze sie, ze to jedyna roznica. Latwo mozna to udowodnic. Mezczyzni maja z reguly (naturalnie) wyzszy poziom testosteronu niz kobiety. Chyba sie zgodzisz? Ten ma zas ogromny wplyw na takie cechy jak pewnosc siebie, sklonnosc do podejmowania ryzyka, agresje. Chocby ten czynnik powodowalby roznice w zachowaniu miedzy "PRZECIETNYM" mezczyzna a "PRZECIETNA" kobieta.

Jak wielki wplyw ma to na zachowanie, to sam odczuwam, bo mam niski poziom testosteronu, a odkad zaczalem suplementacje czuje OGROMNA roznice.


Odrebna kwestia jest spadajacy z roku na rok poziom testosteronu u mezczyzn spowodowany zanieczyszczeniem srodowiska i trybem zycia. To sprawia, ze mezczyzni rzeczywiscie upodabniaja sie (nie tylko fizycznie jak np. ginekomastia)do kobiet).


Zgodzę się, że testosteron (i kilka innych powiązanych hormonów) jest głównym czynnikiem determinującym różnice między płciowe. Niestety badania naukowe sugerują, że jego wpływ na psychikę jest przeceniany u ludzi (co innego u innych zwierząt, np. u psów). Gdy byłem młody i silny jak Ty Daimyo, stosowałem też suplementację (domięśniową i doustną) takimi specyfikami jak Omnadren, Metanabol, Vinstrol i Deca Durabolin. Zużyłem też dosłownie jedno opakowanie Sustanonu (?). Szczególnie Omnadren (dobrze pamiętam nazwę?) jest mieszanką silnych estrów testosteronu, mimo to nie czułem ŻADNYCH różnic poza tą, że zyskiwałem spore przyrosty masy i siły. Badania sugerują, że wpływ hormonów na zachowanie u ludzi jest "średni", w dodatku wyrzut hormonów wydaje się być sprzężony bardziej z psychologią niż biologią - pisałeś u siebie, że mimo dobrej diety masz niski poziom testosteronu. A co, jeżeli działa tutaj placebo i teraz czujesz różnicę podczas suplementacji, bo UWIERZYŁEŚ, że tak się stanie? Mam sporą kolekcję abstraktów badań sugerujących hipotezę, że to czynniki socjokulturowe są głównymi determinantami zachowań i psychologicznych różnic między płciami, nie biologiczne.

Podobnie może być z tą kwestią malejącego testosteronu u mężczyzn (choć nie spotkałem się z rzetelnym źródłem tej informacji, więc jestem sceptyczny). Może mężczyźni coraz rzadziej wchodzą w uwarunkowane kulturowo role "męskie", co automatycznie skutkuje obniżeniem poziomu hormonu? Przyznaję jednak, że mało wiem w tej materii.


Pewnie, że u mnie to może być tylko placebo, lub jakaś kombinacja placebo i słabego efektu fizjologicznego, ale jak działa (i to jak!) to wolę nie dociekać, bo jeszcze zepsuje. :) Oprócz testosteronu biorę jeszcze inhibitory aromatyzacji (żeby testosteron nie zmienił się w estrogen), i leki o słabym działaniu estrogenowym (które "zapychają miejsce" silnie działającym estrogenom).

Mimo dobrej diety mam niski poziom, ale też pisałem, że: 4 noce w tygodniu słabo sypiam (z 3-4h i to z przerwami), do tego żyję w UK, które ma zanieczyszczona wodę i środowisko. Tutaj o tym co jest w wodzie krajów rozwiniętych:
http://www.salon.com/2013/03/14/your_tap_water_is_probably_laced_with_anti_depressants_partner/

Tutaj artykulik o spadającym poziomie testosteronu:
http://www.globalresearch.ca/health-and-the-environment-testosterone-levels-fall-worldwide/30129

Rzeczywiście poziom testosteronu zależy również od zachowania, jedna nie można zaprzeczyć, że przeciętny mężczyzna spożywa sporo estrogenów, których jego ojciec czy dziadek przyjmowali...


Nie martw się, placebo jest o tyle ciekawe, że przynajmniej u badanych osób efekt nie zmniejszał się nawet, gdy badacze oficjalnie bezczelnie mówili badanym, że wstrzykują im sól fizjologiczną i działać nie ma prawa :D

Dzięki za linki, obadam temat, bo jest ciekawy. Rzeczywiście tych analogów estrogenów jest całkiem sporo w środowisku, oglądałem kiedyś jakiś dokument o niedźwiedziach polarnych, które z tego powodu stawały się agresywne (nie pamiętam dokładnie, ale miało to właśnie związek z hormonami pochodzenia antropogenicznego w środowisku).

Nie widzę żadnego problemu, by mężczyźni mieli wysoki poziom testosteronu i przez to bardziej ryzykowali, byli pewniejsi siebie etc. To, z czym ja walczę tym blogiem to męska dominacja i przemoc skierowana na kobiety (przemoc wobec kobiet zdaje się powoduje u nich więcej ofiar niż choroby nowotworowe :/). Zresztą u naczelnych dominujące samce są rzadko agresywne w stosunku do samic, to słabe samce są gwałcicielami i agresorami, co jeszcze szczególnie widoczne u orangutanów.


Sporo pestycydów ma też działanie estrogenne, a jak zapewne wiesz ich pozostałości lądują w jedzeniu czy w miejscach gdzie mamy z nimi kontakt np. środkach na pchły, przydomowych trawnikach, czy parkach... Jednym zdaniem "We're fucked!"


"Jednym zdaniem We're fucked!"

Wszystko zależy od podejścia. Estrogen, jako żeński hormon, podobnie jego analogi same w sobie nie są szkodliwe - przeciwnie. Pewnie słyszałeś, że spożywanie soi zmniejsza ryzyko zachorowania na raka piersi u niektórych kobiet, a antykoncepcja hormonalna z estrogenów - raka szyjki macicy. Testosteron z kolei ma trochę niekorzystne działanie na organizm, też związane z nowotworami, zwiększa ryzyko jakiś raków przyrodzenia. Kastraci żyją średnio siedem lat dłużej niż nie-kastraci. Testosteron prawdopodobnie też zwiększa ryzyko zachowań ryzykownych o czym pisałeś wcześniej, ale badania nie są jednoznaczne. Czyli picie, palenie, szprycowanie się środkami z niepewnego pochodzenia, bo nie oszukujmy się, ale branie sterydów to ryzyko - nigdy nie masz 100% pewności, że pochodzą z apteki, chyba że masz znajomych w branży.

Estrogen sprzyja zniewieścieniu (kapłonizacji, jak to określił kiedyś bobola) mężczyzn, no ale co złego jest w kobiecie? Ja np. nie widzę niczego złego w kobietach, wręcz przeciwnie, uważam, że na poziomie biologicznym i psychologicznym przewyższają mężczyzn, na co jest wiele dowodów. Nie mam nic przeciwko temu, by być bardziej kobiecym. Ba! Chciałbym być bardziej "kobiecy", łagodniejszy, wyrozumialszy i z silniejszą empatią. Np. jako wegetarianin zjadam codziennie sporą ilość fitoestrogenów wraz ze soją.


"o ale co złego jest w kobiecie? Ja np. nie widzę niczego złego w kobietach, wręcz przeciwnie, uważam, że na poziomie biologicznym i psychologicznym przewyższają mężczyzn, na co jest wiele dowodów. Nie mam nic przeciwko temu, by być bardziej kobiecym. Ba! Chciałbym być bardziej "kobiecy", łagodniejszy, wyrozumialszy i z silniejszą empatią. Np. jako wegetarianin zjadam codziennie sporą ilość fitoestrogenów wraz ze soją."

Daj spokój, bo jeszcze się zapętli i potwierdzi, że seksizm faktycznie istnieje i kobiety naprawdę są gorzej traktowane, a biali, heteroseksualni faceci są uprzywilejowani.

Daimyo, mam pytania, na które nie musisz odpowiadać, jeśli uważasz, że zbyt osobiste, ale myślę, że jest na miejscu, skoro uważasz się za eksperta. Wiadomo, to szczupłych pytamy się, jaka mają dietę, a jak gruby dietetyk twierdzi, że jego dieta jest zajebista, mamy prawo nie wierzyć jej/jemu. Po prostu należy wszystko zweryfikować - a szczególnie ekspertów od zwiazków i seksu. Pytania brzmią:

1. Jak długo trwał Twój najdłuższy związek z kobietą?
2. Jak dawno temu to było?
3. Czy teraz z kimś jesteś?
4. Czy kiedykolwiek zmusiłes kobietę do seksu?


@Krzysztof Galos
Z tymi hormonami to na dobrą sprawę jest tak, że na dwoje babka wróżyła. Nie wiem zbyt wiele o kastratach - będę też musiał zbadać temat, ale na pewno niski poziom testosteronu u mężczyzn może powodować depresję (a z drugiej strony depresja może obniżyć poziom testosteronu), też niedobre to jest na serce, kości i kilka innych rzeczy.

Oczywiście jakiś poziom estrogenów i u mężczyzn jest potrzebny, co nawet sam aktualnie odczuwam, bo trochę przesadziłem z blokowaniem estrogenów i pobolewają mnie teraz stawy.

Branie sterydów w pewnym stopniu wiąże się z ryzykiem, no ale każde ludzkie działanie to w pewnym stopniu ryzyko. Ostatecznie "ryzykuje się" przecież marnym życiem i żałowaniem na łożu śmierci, że się kilku rzeczy nie zrobiło. Mam okazję je zminimalizować, bo mam dobre znajomości, którzy mają dojścia do wysokiej jakości suplementów.

Co złego jest w "zniewieścieniu"? To oczywiście zależy od tego czego się chce. Jeśli to Ci pasuje, to ciesz się, że jesteś szczęśliwy i wiesz co robić, żeby takim być. Sam odczuwam korzyści z bycia bardziej "męskim" i szprycowanie się testosteronem poprawia moją jakość życia. Jak już pisałem jestem bardziej zmotywowany, produktywny, sprytny, pewny siebie, bezwzględny i (nie wiem czy to dobre określenie)... socjopatyczny. Nie da się ukryć, że większość kobiet (zwłaszcza tych młodych i atrakcyjnych) nagradza swoją cipka zachowania facetów charakteryzujące się raczej jako "męskie".


@Nihil
Nie mam problemu by odpowiedzieć na te pytania, przy czym zaznaczę, że nie uważam się za eksperta od związków i seksu. Coś tam po prostu wiem i opisuje jakie z wypróbowanych przeze mnie rzeczy działa i jak działa.

"1. Jak długo trwał Twój najdłuższy związek z kobietą?"
"2. Jak dawno temu to było?"

Mój najdłuższy związek trwał 2 lata, jeden zakończył się 9 lat temu, drugi trwający niemal tyle samo zakończył się z 3 czy 4 lata temu.
"3. Czy teraz z kimś jesteś?"

Tak, z kobietą w moim typie: ładna, miła, słodka i uległa.
"4. Czy kiedykolwiek zmusiłeś kobietę do seksu?"

Jeśli przez "zmusiłeś" określić, że nie dałem fizycznej możliwości kobiecie wyjść z miejsca gdzie byliśmy, używając siły, groźby użycia siły czy szantażu to zdecydowanie: Nie.

Jeśli zaś uznać, że "zmuszenie" to kontynuowanie czynności prowadzonych do seksu (gra wstępna, rozbudzenie, prowokowanie mową itp.) mimo tego, że kobieta mówiła bym przestał, czy nawet zabierała moją rękę od kluczowych miejsc, to zdecydowanie: Tak.

Dodam, że na dłuższą metę dziewczyny z którymi tak postępowałem się nie skarżyły, prawdopodobnie dlatego, że zawsze potem tworzyliśmy "związek" (bo kiedyś uważałem, że to naturalny etap tego jak się z kimś ciumcia).


"Jeśli zaś uznać, że "zmuszenie" to kontynuowanie czynności prowadzonych do seksu (gra wstępna, rozbudzenie, prowokowanie mową itp.) mimo tego, że kobieta mówiła bym przestał, czy nawet zabierała moją rękę od kluczowych miejsc, to zdecydowanie: Tak."

Żartujesz, prawda? Właśnie na tym polega kultura gwałtu. Wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy, że może stanowczo odmówić w podobnych sytuacjach, co sporo mężczyzn odbiera jako ich zgodę. Przestudiuj jeszcze raz Straussa, bo chyba niedokładnie to zrobiłeś: w każdym momencie gry, gdy kobieta daje znać, że NIE chce, Style, czy Mystery się wycofywali. Najlepsi zawsze się wycofywali, a już na pewno na etapie seksu!


Nie żartuję.

Sek właśnie w tym, że jakby one stanowczo odmawiały (a były i takie), to przestawałem.

Ale, większość panien, które były na tym etapie stanowczo NIE odmawiała. Znasz pojęcie "slut shield" (by użyć terminologii z podanej przez Ciebie książki Straussa)? Część dziewczyn z różnych powodów (niektórzy stwierdzą, że biologii, inni, że patriarchalnego zniewolenia) musi przed facetem i w pewnym stopniu również przed sobą zgrywać "przyzwoitą kobietę". Je vdną z tych form "dbania o opinię" jest właśnie "mówienie nie". Wtedy mogą sobie racjonalizować, że one "mówiły nie", więc to nie ich wina.

Co prawda mówiły nie, ale:
-robiły to bez przekonania
-nadal kontynuowały kontakt fizyczny (np. dalej się chciały całować)
-nie wstawały z łóżka
-nie ubierały się i nie wychodziły (choć mogły, bo ich ubrań ani ich na siłę nie trzymałem).

Do pewnego stopnia działa to jak z piciem alkoholu. Ten ułatwia szybkie pogłębienie znajomości do poziomu łóżkowego, bo panna myśli sobie, że to "nie jej wina", bo była pijana.


Stąpasz po cienkim lodzie. Mam nadzieję, że żadna z tych dziewczyn nie czuła się skrzywdzona. Dzięki za dyskusję.


Prześlij komentarz


Ostatnie komentarze

Popularne posty