Demoniczne Samce
"99% z naprawdę przerażającego gówna tego świata zostało wszczęte, ustanowione, popełnione lub kontynuowane przez mężczyzn." George Carlin

Kobieta w oczach chrześcijańskich teologów

W żadnej religii i światopoglądzie kobieta nie cieszy się takim poważaniem i taką czcią, jak w chrześcijaństwie Haring

Gdyby ludzie mogli dostrzec to, co kryje się pod skórą... oglądanie kobiet powodowałoby tylko wymioty... Skoro samymi tylko koniuszkami palców nie chcemy dotykać śluzu i łajna, dlaczego tak gorliwie pożądamy objęcia naczynia z nieczystościami święty Odo, opat Cluny



Przepełniona mizoginią religia chrześcijańska zdecydowanie jest wymysłem mężczyzn, prawdopodobnie mężczyzn niezaspokojonych, sfrustrowanych, którzy zazdrość do kobiety, strach przez jej funkcją rozrodczą, wreszcie uzasadniony kompleks niższości w stosunku do niej łatwo przekierowują na agresję i nienawiść. Religia, zwłaszcza tak popularne współcześnie chrześcijaństwo i islam dodatkowo same produkują sfrustrowanych mężczyzn, zrównując sprawy zaspokajania seksualności z czymś nieczystym i złym. 

W matriarchalnych społecznościach nienawiść do kobiety jest czymś niezwykle rzadkim, wystarczy spojrzeć na naszych bliskich kuzynów, szympansy karłowate. Pierwotnie kobiety uznawano słusznie za nosicielki siły życia i płodności, predestynowane z racji swojej wrażliwości do sprawowania kultu. W czasach antycznych bóstw nierzadko dzięki temu poważaniu zdobywały najwyższe urzędy. 

W Chinach wielką rolę odgrywały szamanki, japoński sintoizm sprzyja kobietom kapłankom, które licznie reprezentują tę klasę. Egipcjanie tytułują swoje kapłanki "śpiewaczkami boga", Sumerowie zaś "Damami boga". Kapłanki druidzkie miały u Celtów wielką estymę, pewnie większą niż Panoramix i jego męscy kumple. Sława dwóch germańskich prorokiń, Veledy i Gammy sięgała do samego Rzymu, który w owych czasach miał podobną pozycję na świecie jak dziś USA. Szczególnie dobrze znane są też prorokinie kapłanki greckie, jak Sybilla, Pytia czy Kasandra. 

Gdy upadły społeczeństwa matriarchalne, pojawiła się jednocześnie nienawiść w stosunku do kobiety, które początkowo naraziły się prawdopodobnie zazdrosnym kapłanom. Funkcja płciowa, jaką pełni kobieta, stała się jednocześnie pretekstem do stawiania jej w stanie podejrzenia w obrębie późniejszych "wielkich" religii, wpierw mazdaizmu, dalej bramanizmu, w judaizmie i wreszcie w chrześcijaństwie i islamie, gdzie antyfeminizm został doprowadzony do szczytu perfidii, czyniąc życie kobiety bardziej nieznośnym niż kiedykolwiek. Nawet dziś wielu teologów katolickich zaprzecza jakoby temu faktowi. 

W chrześcijaństwie pierwsze oznaki lekceważenia kobiety widać już w listach Pawła z Tarsu, jednego z największych świętych chrześcijańskich, który jednak nie mógł nigdzie powołać się na Ewangelie, usprawiedliwiając swoje antyfeministyczne poglądy. Za to późniejsi, liczni mizogini szczególnie chętnie powołują się na jego listy. 

Mnisi, czyli po prostu starzy kawalerzy cierpiący często na "psychozę bezżennych", jak to określił Maksymos, szczególnie namiętnie oczerniali i lżyli kobietę. Seksualną frustrację wylewali w postaci nienawiści na obiekty swojego pożądania. Nawet w XX wieku pewien przełożony zakonu pouczył jednego z ojców kapłanów, oczekującego wizyty matki, aby zachował powściągliwość, gdyż "wszystkie kobiety są niebezpieczne". 

Kościół katolicki prawie od samego początku, od Pawła, przedstawia kobietę jako przeszkodę na drodze do doskonałości, uwodzący mężczyznę cielesny podmiot, ucieleśnienie grzesznicy. Największym dowodem na taki stan rzeczy miała być oczywiście opowieść o stworzeniu świata. 

Tertulian, jeden z ojców Kościoła opisywany przez teologów jako "herold nowego ideału kobiety" i "wyższej strony wspólnoty małżeńskiej", pozwalał sobie określać kobietę jako "bramę, przez którą przechodzi diabeł", obarczał także naród niewieści za śmierć Jezusa. Wręcz zachęcał on kobiety, aby nosiły suknie żałobne, dorastającym dziewczynkom polecał zasłaniać twarz, "tak niebezpieczne oblicze", pod groźbą piekielnych mąk. 

Nieco później Augustyn, który obok Tomasza z Akwinu był największym katolickim doktorem kościoła, uznał kobietę za istotę niższą, tej bowiem, w świetle jego oświeconej wiedzy, bóg nie stworzył na swój obraz i podobieństwo. To zdecydowanie pejoratywnie stwierdzenie pobrzękiwało jeszcze w okresie pełnego średniowiecza u takich teologów jak Ivo z Chartres czy Gracjan - tylko mężczyzna został stworzony na podobieństwo zmyślonego boga. Dla Augustyna sytuacja, gdy kobieta usługuje mężczyźnie odpowiada poczuciu "sprawiedliwości" i "naturalnemu porządkowi wśród ludzi". 

Jan Chryzostom, kolejny wielki święty, twierdził że celem kobiety jest zaspokajanie lubieżności mężczyzny. Natomiast Heronim, który wg niektórych katolickich historyków "tak wiele dla kobiet uczynił", zadekretował: "Gdy kobieta nie podporządkuje się swojemu mężowi, który jest jej głową, jest winna takiego samego przestępstwa jak mężczyzna, który nie podporządkował się swojej głowie" (Chrystusowi, czyli w praktyce - Kościołowi). Gracjan uczynił ten dekret jednym z kanonów prawa kościelnego. 

W VI wieku, na synodzie w Macon, męskie zgromadzenie głów Kościoła zastanawiało się, czy po zmartwychwstaniu w dniach ostatecznych, a przed wejściem do raju, kobieta nie będzie musiała przeistoczyć się w mężczyznę. Jeden z biskupów stwierdził nawet, że kobiety nie są ludźmi. 

Teologiczny antyfeminizm, zwłaszcza w średniowieczu opanował każdą warstwę społeczną, gdyż społeczeństwo było do szpiku kości przesączone religią, w tym wypadku chrześcijaństwem. Kobietę uznawano za istotę seksualnie nienasyconą, co jednak było tylko wyrazem tłumionych popędów mężczyzn, uzewnętrznionym na drodze projekcji. 

Honoriusz stwierdził, że żadna kobieta nie podoba się bogu. Franciszek z Asyżu, przedstawiany jako łagodny wegetarianin i stygmatyk, porównał przebywanie w towarzystwie kobiet do stąpania po rozżarzonych węglach, kto z nimi przebywa narażony jest na "skalanie ducha, tak samo jak ten, kto idzie przez ogień, naraża się na poparzenia skóry". Albert Wielki, kolejny Nauczyciel Kościoła głosił pogląd, iż rodzić się powinni tylko ludzie doskonali, co w jego mniemaniu oznaczało tylko mężczyzn. Jednak aby "dzieło natury nie uległo całkowitemu zniszczeniu, rodzą się także kobiety". 

Może jednak to tylko wybrane, nie znaczące przypadki? Odwołajmy się lepiej do bardziej miarodajnych ludzi, do największego z nauczycieli Kościoła, do brzuchatego Tomasza z Akwinu, patrona uczelni i szkół katolickich. Ten "książę scholastyki" dostrzegał w kobiecie istotną wartość - zdolność do rodzenia dzieci oraz jej użyteczność w gospodarstwie domowym. Tomasz nie różnił się w swoich poglądach od swoich katolickich, męskich kolegów - żona według niego ma być oddana mężowi, on jest doskonalszy na ciele i duszy, był doskonalszy już przed grzechem pierworodnym. Podporządkowanie się kobiety wynika z prawa boskiego, z prawa natury i czegokolwiek jeszcze, co można wymyślić. "Kobieta ma się do mężczyzny jak rzecz niedoskonała, wadliwa, do doskonałej". Jest wręcz nieudanym płodem natury, nieudanym mężczyzną, co znamienicie kłóci się ze współczesną wiedzą medyczną w świetle której to mężczyzna jest niczym więcej jak potraktowanym końską dawką testosteronu żeńskim płodem. 

Tomasz zaleca mężczyznom, by płodzili tylko chłopców, porody dziewczynek uzależnia to od wad męskiego nasienia, to od krwi macicy, to od wilgotnych, południowych wiatrów, które przynosząc deszcze powodują rodzenie się dziewczynek, które przecież jak powszechnie wiadomo, zawierają więcej wody niż mężczyźni.

W licznych kazaniach i literaturze mizoginicznej, jaką pochwalić się może historia chrześcijaństwa, kobieta zawsze przedstawiana jest jako śmierć dla ciała i duszy, smok, diabelski wąż, wabik, trucizna, uosobienie nierządnicy. Dla pewnego biskupa kobieta jest synonimem słowa "nierządnica". 

Przeklinanie i oczernianie kobiet doprowadziło ostatecznie do zaprowadzenia jej na stos - tak oto rozpoczęła się nagonka na kolejne urojenie chrześcijańskiego, męskiego umysłu - na czarownice. Słynny Młot na czarownice, powstały za panowania papieża Innocentego VIII około XV wieku, mówiący m.in. o tym, że oczywistym jest, iż "istnieje więcej kobiet niż mężczyzn, splamionych kacerstwem czarownictwa", osiągnął około trzydziestu wydań. Łowcy czarownic zagrażali mężczyznom właściwie tylko wtedy, gdy ci stawali w obronie kobiety, np. jako kochający mąż, syn czy po prostu obrońca, zapewne było to jednak rzadkością. Nienawiść do kobiety osiąga w tej książce poziom patologii. 

Przez setki lat to głównie kobiety były bezpodstawnie oskarżane, torturowane i posyłane na stos lub inne, nie mniej okrutne sposoby pozbawienia życia. 

W wieku XVII święci katoliccy zalecali "unikać wzroku kobiety jako wzroku bazyliszka", nazywali kobiety "zupełnie szczególnym narzędziem diabła", wreszcie pytali retorycznie: "kto ma głupszą głowę i słabsze serce niż niewiasta?" i dodawali: "w kłamstwie i oszustwie ma kobieta przewagę nad wszystkim", "bo przecież mają równie mało rozumu, co źdźbło słomy na roli".

Sytuacja wyniosła z katolicyzmu nie zmieniła się u protestantów i luterańscy teologowie rozsierdzali się nad problemem, czy kobieta jest człowiekiem, co miało miejsce w Wittenberdze.

Dopiero w pierwszych latach XX wieku Benedykt XV wypowiedział się w sprawie prawa głosu, jakie mogłoby przysługiwać kobietom. Był to konformistyczny ukłon w stronę kobiet, gdyż stały się one bardziej konserwatywne i prokościelne od mężczyzn. Dziś Kościół, choć pozornie odrzucił skrajny antyfeminizm, wciąż czynami się przy nim upiera, pouczają, iż "główny obowiązek" małżonki polega "na trosce o sprawy domowe w sytuacji podporządkowania się mężczyźnie". "Ostatnie słowo we wszelkich kwestiach gospodarczych i domowych" należy do mężczyzny. Działania feministek "należy ocenić negatywnie" - i tak dalej. 

Mimo tego Kościół ma tupet przedstawiać się jako rzeczywisty wyzwoliciel kobiety, choć był jej największym ciemiężycielem. Dzieło mężczyzn - religia, stało się dla kobiety balastem, który z trudem dźwigała. Właściwie nie miał jej z czego wyzwalać, gdyż w czasach przedchrześcijańskich cieszyła się często większym poważaniem niż mężczyzna.
8 komentarze:

Wielu mężczyzn w ogóle sie nie różni od tych niedorozwojów. Normalnie jakbym czytała jakies komentarze samców.


"Właściwie nie miał jej z czego wyzwalać, gdyż w czasach przedchrześcijańskich cieszyła się często większym poważaniem niż mężczyzna" - gdzie, na przykład? Bo na pewno nie w Grecji czy w Rzymie (nawet wśród greckich filozofów próżno szukać bardziej światłych myśli w tym temacie - choćby w Uczcie Platona prezentowany jest obraz, w którym kobiety są wyraźnie uboższe duchowo i intelektualnie od mężczyzn. Tylko pierwiastek męski - nie żeński, czy synteza tych dwóch - jest gwarantem prawdziwego, wewnętrznego rozwoju. Fragment dobrze przedstawiający ichniejszą mentalność [nie samego Platona - ponieważ nie był to jego punkt widzenia - ale ogólną tendencje w wierzeniach]: "Z pomocą Erosa, syna Afrodyty wszetecznej, kochają jednostki niższe: kochają one zarówno kobiety jak i chłopców, przy tym bardziej ciała niż dusze, myślą tylko o uczynku, piękno jest im obojętne; a jako że Afrodyta wszeteczna jest boginią młodszą niż Afrodyta niebiańska i ma w sobie pierwiastek męski i żeński zdarza im się za sprawą miłości czynić raz źle, raz dobrze. Afrodyta niebiańska jest boginią starszą i ma w sobie wyłącznie pierwiastek męski; dlatego też Eros będący jej synem skłania wyłącznie do miłości do mężczyzn jako do miłości do tego, co z natury ma więcej siły i rozumu" - no, i czym to pachnie? Jak również fakt, że wszyscy uczestnicy uczty są mężczyznami, ponieważ "kobiety w Grecji były traktowane jako istoty podrzędne i nie miały prawa brać udziału w takich rozrywkach". Oczywiście, również tylko oni byli postrzegani jako zdolni do kariery politycznej, kariery filozofów itd. Istniał też swoisty fetysz pederastii, bo tylko związek pomiędzy dwoma mężczyznami [najlepiej młodszym - uczniem, i starszym - mistrzem], był powszechnie uznawany za sposób na rozwój intelektualny i duchowy).
Cóż, o społeczeństwach bliskiego i dalekiego wschodu, gdzie najczęściej była praktykowana poligamia, nawet nie będę wspominać. Ilość kobiet świadczyła o "statusie" mężczyzny, nie miały żadnych praw - służyły tylko do jednego. Zaś poliandria to na przestrzeni wieków coś bardzo rzadkiego, obecnego w nielicznych społecznościach (o skali kompletnie nieporównywalnej do poligamii), więc po co się nią przejmować? Chodzi o ogólną tendencję do umieszczania kobiet w pozycji niższej od mężczyzn, i to na długo przed pojawieniem się judeochrześcijaństwa i całego tego syfu. Podsumowując, z jednego syfu w jeszcze gorszy syf... Trudno mi doszukiwać się przyczyn takiego stanu wyłącznie w religiach (choć bez wątpienia najbardziej przyczyniły się do przedłużenia tej agonii kobiet, która przecież mogłaby być ukrócona szybciej, gdyby nie hamowanie nauki, ogólnego rozwoju, postępu), bo przecież był kiedyś w naszej historii taki czas, gdy religie nie istniały - ba, nie istniały kulty animistyczne itp. Od czego więc się to wszystko zaczęło? Owszem, może jakiś podświadomy lęk przed możliwościami rozrodczymi kobiet odegrał tu rolę, choć nie wydaje mi się to zbyt wiarygodne (mogło jednak być składową). Sądzę, że prawda mogła być banalnie prosta - samice były po prostu słabsze fizycznie, i tylko z tego tytułu samiec mógł postrzegać je jako gorsze (a skoro rodziły potomstwo i odruchowo się nim zajmowały, mogli wyjść z założenia, iż zdolne są jedynie do tego). Potem, wraz z rozwojem człowieka, mężczyzna wynajdywał coraz to bardziej skomplikowane wytłumaczenia dla niższości kobiet, włączając w to czynniki intelektualne, duchowe itd. (wcześniej przecież nawet nie znali takich pojęć). Innego sensu w tym wszystkim nie widzę...


Dzięki Surine, oczywiście masz rację. W czasach przedchrześcijańskich kobieta miała niewiele większą pozycję na różnych płaszczyznach społecznych, jak to miało miejsce później, w ciemnych wiekach chrześcijańskiej, średniowiecznej Europy. Istnieją jedynie przesłanki świadczące o tym, że było kobietom lepiej w czasach, gdy prym wiódł matriarchat, choć są na to mało przekonujące dowody.

Trudno bez emocji opisywać takie sprawy, więc uważam za naturalne, iż treść może być nacechowana pewną dozą subiektywizmu, za co przepraszam.

Jeżeli chodzi o genezę mizoginii, przyczyn prawie na pewno należy dopatrywać się w jakieś formie lęku, która uzewnętrznia się w postaci agresji i nienawiści w stosunku do, jak właśnie piszesz, słabszych fizycznie kobiet. W strukturach patriarchalnych, najsilniejsze samce relatywnie nie są agresywne w stosunku do samic, można to zaobserwować u większości naczelnych, dopiero słabsze fizycznie, narażone na agresję ze strony wiodących prym samców samce przemieszczają swój lęk przed nimi na słabsze jednostki, głównie kobiety.

Podsumowując mogę zacytować Ciebie: "z jednego syfu w jeszcze gorszy syf" - tak mniej więcej uzewnętrzniała się w historii demoniczność samczej części ludzkości.


Faceci mają kompleks niższości wobec kobiet, dlatego tak próbują je poniżyć przez wieki.


Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że to właśnie mężczyźni są tylko trutniami nadającymi się do jednego. Ich siła nie ma już żadnego znaczenia, wszystko zylion razy lepiej wykonają od nich maszyny, nawet jako mięso armatnie nikt ich już nie potrzebuje w dobie zdalnie sterowanych pojazdów, samolotów, czy helikopterów. Twierdzenie, że to jest "silna" płeć jest mocno przesadzone. Mężczyźni są znacznie bardziej chorowici, statystycznie żyją nawet ponad 10 lat krócej od kobiet, ponadto cechują się niesamowitą niestabilnością emocjonalną i wybuchowością. Ich agresja mogła być jakimś atutem w czasach dzikusów skaczących po drzewach w dżungli lub przy obronie jaskini przed niedźwiedziami, dziś to już tylko biologiczny atawizm przynoszący więcej szkody niż pożytku. Mężczyźni muszą wymrzeć i na szczęście natura dość szybko ten "męski" pierwiastek eliminuje. Kobiety są znacznie lepsze pod praktycznie każdym względem, choć wiele z nich dało sobie niestety wmówić poczucie winy i niższości. Brzydzę się mężczyznami i wstydzę za nich, chciałbym, aby wszyscy zdechli lub zostali wykastrowani. Jestem gotów sam pójść do komory gazowej, jeśli zapoczątkowałoby to zmianę świata na lepszy, feministyczny.

PS. Ponadto subiektywnie uważam też, że zdecydowana większość facetów jest po prostu brzydka i ogólnie ich budowa zdaje się być nieestetyczna. Wystarczy popatrzeć na te łyse, krzywe mordy wystające z bram. O właśnie, warto też dodać, że faceci bardzo łatwo popadają w uzależnienia i popełniają większość przestępstw. Wstrętna, paskudna, obrzydliwa płeć.


Możliwe, że dobór naturalny u gatunków, które mają rozbudowane społeczeństwa, zmierza właśnie ku temu - redukcja roli samców do zapładniaczy. Ma to miejsce u pszczół, mrówek itp., a te miały więcej czasu na rozwój, niż homo sapiens.


Nie mogę uwierzyć w to, jak bardzo jednostronne i tendencyjne są te artykuły, jakby nikt nie pamiętał, że Celtyckie krwiożercze matriarchalne religie mają na rękach krew ofiar z ludzi, więc o dobru, oświeceniu nie może tu być mowy:) I jeszcze komentujący, jak na komendę wszyscy nawet mężczyźni (o ile to nie jakiś trolling) obrażają i lżą własną płeć widząc tylko same negatywy, a piękno, dobroć i niezgłębioną mądrość u kobiet.

To jest dopiero jedno wielkie kłębowisko nienawiści , frustracji i emocjonalnej niestabilności. Dużo lepiej czuję się w tym znienawidzonym kościele, chociaż nawet nie wierzę w Boga.

Jeśli chcemy być jak szympansy, pszczoły czy mrówki to walnijmy atomówkami, wszystko cofnie się o miliony lat i będziecie mieli swój idealny świat.

@pedros
Mówiąc na poważnie pszczoły i mrówki teoretycznie miały więcej czasu na rozwój. W praktyce ich ewolucja przebiega wielo-, wielokrotnie wolniej niż ewolucja ssaków, w szczególności ludzi, którzy podbili Ziemię w ciągu tysięcy lat. Natomiast rzeczone owady, choć z pewnością odniosły sukces w swoim środowisku, raczej nie mają szczególnych perspektyw rozwoju.


"Jeśli chcemy być jak szympansy, pszczoły czy mrówki to walnijmy atomówkami, wszystko cofnie się o miliony lat i będziecie mieli swój idealny świat." - prawdopodobnie osiągniemy to w nieco inny sposób, poprzez globalne ocieplenie.


Prześlij komentarz


Ostatnie komentarze

Popularne posty