Demoniczne Samce
"99% z naprawdę przerażającego gówna tego świata zostało wszczęte, ustanowione, popełnione lub kontynuowane przez mężczyzn." George Carlin

Efekt Matyldy, czyli o roli kobiety w nauce

Kobiety nic praktycznie nie odkryly. Nawet makeup, ponczochy,lusterka i podpaski wymyslili mezczyzni ;p. Nie masz zadnych dowodow a jedynie smieszne wymysly bo nawet nie domysly. Kobity nie wynajdowaly nic nie dlatego ze mezczyzni im nie pozwalali ale dlatego ze do tego sie nie nadawaly i nie zajmowaly sie tym. LeeFu (pisownia oryginalna)





W średniowiecznej, chrześcijańskiej Europie dyskryminacja kobiety osiągnęła apogeum. Sytuacja wyglądała jeszcze gorzej w państwach islamskich i nie zmieniła się wiele do dnia dzisiejszego. 

Właściwie już od czasu upadku społeczeństw matriarchalnych, przez całą starożytność, potem średniowiecze i wreszcie w okresie renesansu kobieta traktowana była jako istota gorsza od mężczyzny, głupsza od niego, słabsza i zbudowana z gorszych materiałów. Nie zawsze było tak źle, w wielu miejscach na Ziemi, zwłaszcza w czasach antycznych, kobiety czasem cieszyły się sporym poważaniem, zajmowały się także nauką, na ile tylko pozwalali im na to mężczyźni. 

W Egipcie Merit Ptah pracowała jako lekarka już w 2700 roku przed Chrystusem. Homer wspomina o Agamede, uzdrowicielce z Grecji, gdzie w Atenach około IV wieku przed Chrystusem medycynę praktykowała też Agnodike. Aglaonike zajmowała się m.in. astronomią, potrafiła obliczyć czas wystąpienia zaćmień. Teano uczyła się matematyki od Pitagorasa. Maria Żydówka wynalazła kilka instrumentów chemicznych, około I wieku n.e. w Aleksandrii. Kilka wieków później Hypatia tworzyła dzieła z geometrii i algebry oraz wynajduje aerometr, astrolabium i przyrząd do destylacji wody, wkrótce potem ginie brutalnie zamordowana z rąk ówczesnych chrześcijan, oskarżona o czary i satanizm.

To jednak nieliczne przykłady kobiet nauki ze świata antycznego. Przykładów tych jest coraz mniej w średniowieczu, w Europie gdzieniegdzie tylko kobiety miały dostęp do edukacji, zajmowały się choćby medycyną i anatomią, jak Trotula di Roggiero ze słynnego Uniwersytetu w Salerno lub przełożona klasztoru Hildegarda z Bingen, na przełomie tysiącleci.

W późniejszym okresie wielu mężczyzn będzie próbowało w ogóle zanegować istnienie Trotuli, tej włoskiej, jedenastowiecznej fizyczki, przypisując jej osiągnięcia mężczyznom. Z całą pewnością jednak ta kobieta istniała, była sławna w związku z wkładem jaki wniosła w ginekologię. Pewien dwudziestowieczny mnich doszedł do wniosku, że tak wszechstronna osoba musiała być mężczyzną, więc sfałszował niektóre dokumenty jej dotyczące. W tym samym wieku niemiecki historyk medycyny Karl Sudhoff zredukował znaczenie Trotuli do roli akuszerki dochodząc do wniosku, że skoro pisane przez nią teksty mają tak wielkie znaczenie, to z pewnością wyszły spod pióra mężczyzny (sic!)

Tak oto pojawił się znamienity przykład dyskryminacji kobiety jako naukowca i próby przypisania kobiecych zasług dla rozwoju nauki mężczyznom - zjawisko, które będzie potem powtarzać się wielokrotnie w naszej patriarchalnej historii, które urośnie do rangi problemu - zjawisko Matyldy

Zjawisko Matyldy polega na systematycznym umniejszaniu naukowych zasług kobiet i przypisywanie ich mężczyznom. Jego przykłady można mnożyć i potęgować w nieskończoność. Właściwie rzadkością jest, aby kobiecie przysługiwała sława za jej osiągnięcia, równoważna z nimi, przykładem jest Maria Skłodowska-Curie, ikona kobiecej nauki, jedyna kobieta, która zdobyła dwie nagrody Nobla, nie bez wielkiej pomocy męża i przyjaznych jej mężczyzn. To tyle przykładów, za to z męskiej strony mamy dziesiątki znanych fizyków, Archimedesów, Leonardów da Vincich i wreszcie Einsteinów, którzy stanowią autorytet praktycznie w każdej dziedzinie. Nieprawdziwe cytaty Einsteina, tego piewcy i zwolennika stalinowskiego socjalizmu, niektórzy uznają nawet za dowód na istnienie Boga. Żadna z kobiet w historii nie dorobiła się takiej pozycji. 

Z tego powodu łatwo dojść do błędnego wniosku, że kobiety są po prostu mniej inteligentne od mężczyzn i nie nadają się do nauki. To wierutna bzdura, którą mógł wymyślić jedynie mizoginiczny umysł. Kobiety prawdopodobnie są nawet inteligentniejsze od mężczyzn, a już na pewno nie muszą uciekać się do oszustwa w nauce. W starszej kadrze naukowej w USA, za około 90% oszustw odpowiadają mężczyźni, jak wynika z raportu ORI:
Wróćmy jednak do zjawiska Matyldy i opiszmy kilka znamiennych jego przykładów w historii.

W roku 1890 niewyedukowana formalnie Niemka Agnes Pockels, wysłała Lordowi Rayleigh z Cavendish Laboratory  w Anglii wyniki swoich obserwacji zjawiska napięcia powierzchniowego. Nawet jeśli Lord nigdy nie przypisał sobie odkrycia tego zjawiska, w rzeczywistości to on spijał całą śmietankę.

Podobnie w roku 1905, gdy dwójka genetyków, Nettie Stevens i Edwin Wilson odkryła niezależnie chromosomową naturę przekazywani płci, w podręcznikach zasługi przypisuje się mężczyźnie.

W przypadku współpracy naukowców kobiet i mężczyzn, którzy nie byli małżeństwami, wiele jest przykładów przypisywania ważnych odkryć męskiej części tandemu. Jest to wręcz notoryczne jeśli chodzi o nagrody Nobla, najwyraźniej szacowne kolegium je przyznające niechętnie daje tę nagrodę kobietom. 

Frieda Robscheit-Robbins, współpracowniczka patologa George Hoyta Whipple, współautorka prawie wszystkich jego publikacji - Nagroda Nobla w 1934 w dziedzinie medycyny dla Hoyta. Hoyt był świadom tej niesprawiedliwości podzielił się pieniędzmi pochodzącymi z nagrody z Friedą oraz dwoma innymi kobietami współpracownicami. 
1944 - Nobel w dziedzinie fizyki dla Otto Hahna, za prace nad rozszczepieniem jądrowym, czyli jedno z największych odkryć fizycznych XX wieku. Jednakże jako pierwsza zjawisko rozszczepienia opisała teoretycznie Lise Meitner, co przeszło bez echa.

1957 - Nobel w dziedzinie fizyki dla T. D. Lee i C. N. Yang, wkład C. S. Wu został całkowicie pominięty.
Farmakolog Candace Pert z USA również ominęła nagroda Nobla, mimo, że jej koledzy mężczyźni takową otrzymali w latach 60. 
1962 - nagroda Nobla dla współpracowników Rosalind Franklin, która wcześniej zmarła. Jej udział w odkryciu struktury DNA, będzie potem minimalizowany.

1974 - Jocellyn Bell odkrywa pulsary, intrygujący typ gwiazdy. Za jej odkrycie (!) nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki otrzymują Anthony Hewish i Martin Ryle.

To tylko przykłady współpracownic, które nie były żonami mężczyzn, biorących na siebie zasługi za wspólne odkrycia. Sytuacja prezentuje się jeszcze gorzej w przypadku małżeństw naukowców. 

Pierwsza z żon Einsteina systematycznie pozostawała w cieniu męża. Hertha Ayrton, wynalazczyni przyrządu kreślarskiego, często publikowała swoje prace pod nazwiskiem męża. Gerty Cori, biochemik, jedna z nielicznych kobiet, które zdobyły nagrodę Nobla, uznawana była za dalece bardziej lepszego naukowca niż jej mąż. Ruth Hubbart pracowała niezależnie jako biochemik, a gdy poślubiła George Walda, pracującego nad podobnymi problemami, a ten otrzymał Nobla w 1967 roku, cała jej wcześniejsza praca i późniejsza współpraca zostawała przypisana jemu. 

Podobnie Isabella Karle, krystalograf pracująca wspólnie z mężem Jerome przez bez mała pół wieku, została pominięta gdy ten w 1985 otrzymał nagrodę Nobla w dziedzinie chemii wraz z jego kolegą współpracownikiem.

Znaczenie kobiet dla nauki było systematycznie, z niezwykła regularnością i precyzją pomniejszane przez mizoginiczne, męskie umysły. Prestiżowe czasopisma wydawane były z szowinistycznymi, seksistowskimi nazwami typu "American Men of Science", choć zawierały nazwiska tysięcy kobiet. Znaczące kobiety były pomijane na listach naukowców. 

Mężczyźni ukuli nawet pojęcie Matthew Effect, efektu Mateusza, gdy znani męscy naukowcy w pewnym stopniu przyćmiewają osiągnięcia mniej znanych męskich naukowców. Taki sam system, jednakże w znacznie większej skali, był sprawiedliwy dla kobiet. 

Ostatnie komentarze

Popularne posty